Wyniki wyszukiwania dla frazy: prozie XX wieku

[ciach]

Jest jeszcze jeden fajny nowy film : "Turecki Gambit" (Turetskii
Gambit)
Ruscy walczą z Turkami... jacys szpiedzy itp. i Olbryski :-)


To na podstawie prozy Borysa Akunina. Jest to fragment serii książek o
Eraście Fandorinie, takim rosyjskim 007 z przełomu XIX i XX wieku. Moim
zdaniem rewelacja i mam nadzieję, że film jest dobrze zrobiony, i
będzie do obejrzenia w Polsce. W bibliotekach są na te książki zapisy
;)




| Ale chcąc z tym dyskutować, powinieneś cokolwiek o tym wiedzieć.

Powtarzam: dlaczego zeby "cokolwiek" o tym wiedziec musze przeczytac ksiazke, a nie
obejrzec filmy ?


Bo jak z kimś chcesz dyskutować, powinieneś znać jego argumenty. Chyba,
że obejrzysz tyle filmów, co on.

A jezeli film niemiecki "zapowiadal nazizm" to proza rozyjska konca XIX i poczatku XX
wieku powinna zapowiadac komunizm, prawda ?


A nie zapowiada?

| OK. Rozumiem ze Ty widziales cala (badz prawie cala) produkcje filmowa lat 1919 -
| 1931. Faktem jest ze ja niestety tylko kilka (no, moze kilkanascie).

| Nie, ale w odróżnieniu od Ciebie znam argumenty kogoś, kto widział.

Byc moze wyjasnieniem moze byc fakt, ze ja jestem zdecydowanie sceptykiem.


Ba! Ale sceptyk powinien swoje sądy formułować inaczej.


A jezeli film niemiecki "zapowiadal nazizm" to proza rozyjska konca XIX i
poczatku XX wieku powinna zapowiadac komunizm, prawda ?


A nie zapowiadała? Świadomość, że uwłaszczenie chłopów bez zapewnienia im
ekonomicznych warunków do funkcjonowania nie przyniosło oczekiwanych
rezultatów, a wręcz przeciwnie pogorszyło jeszcze ich sytuację i musi
doprowadzić do jakiejś katastrofy jest widoczne choćby u Niekrasowa w "Komu
się na Rusi dobrze dzieje", opętańcze skutki funkcjonowania organizacji
spiskowych widać w "Biesach" Dostojewskiego.

Pozdrawiam

babuk
czyli
baboliczny bakbuk



| A jezeli film niemiecki "zapowiadal nazizm" to proza rozyjska konca XIX i
| poczatku XX wieku powinna zapowiadac komunizm, prawda ?

A nie zapowiadała? Świadomość, że uwłaszczenie chłopów bez zapewnienia im
ekonomicznych warunków do funkcjonowania nie przyniosło oczekiwanych
rezultatów, a wręcz przeciwnie pogorszyło jeszcze ich sytuację i musi
doprowadzić do jakiejś katastrofy jest widoczne choćby u Niekrasowa w "Komu
się na Rusi dobrze dzieje", opętańcze skutki funkcjonowania organizacji
spiskowych widać w "Biesach" Dostojewskiego.


Nie, nie zapowiadala. Chyba ze pesymizm nazwiesz przeczuciem.
a.




| A jezeli film niemiecki "zapowiadal nazizm" to proza rozyjska konca
XIX i
| poczatku XX wieku powinna zapowiadac komunizm, prawda ?

| A nie zapowiadała? Świadomość, że uwłaszczenie chłopów bez
| zapewnienia im ekonomicznych warunków do funkcjonowania nie
| przyniosło oczekiwanych rezultatów, a wręcz przeciwnie pogorszyło


jeszcze | ich sytuację i musi doprowadzić do jakiejś katastrofy jest
widoczne choćby | u Niekrasowa w "Komu się na Rusi dobrze dzieje",
opętańcze skutki

| funkcjonowania  organizacji spiskowych widać w "Biesach"
| Dostojewskiego.
Nie, nie zapowiadala. Chyba ze pesymizm nazwiesz przeczuciem.


Tak, zapowiadała. Chyba, że świadomość powagi sytuacji nazwiesz pesymizmem.

babuk



| Na pewno znany pisarz ma gorsze szanse dostać takie zlecenie niż
| fachowiec od pisania przemówień.

Przy założeniu że pisarz też jest fachowcem od pisania przemówień?


A, przepraszam. No to od razu załóżmy, że jest też kelnerem. Chodzi o
to, żeby pisarz zarabiał na pisaniu, a nie na wykonywaniu innych zawodów.

| Poza tym zostaje ogromny rynek pisania/malowania/grania na zamówienie.

| Tylko ze pisarz marnujący czas na fuchy nie będzie pisać. Prozaik
| powinien móc się utrzymać z prozy, a nie z pisania przemówień premierom.

Jeżeli napisze książkę na zamówienie, to też jest proza.


Słyszałeś kiedyś o utworach prozatorskich pisanych na zamówienie? W
latach 90. XX wieku?

O utrzymaniu:
1. Czemu akurat z prozy?


Bo ludzka natura jest taka, że chałtury się traktuje chałturniczo.

2. Dlaczego, skoro nawet dzisiaj, przy rozpasanej ochronie praw
autorskich, większość pisarzy nie może się utrzymać z samego pisania
(prozy;-)), wszyscy mają się utrzymywać kiedy tych praw nie ma?


Po polsku to jest trudne, ale prozaicy piszący po angielsku dość szybko
przechodzą na pełną zawodowość, to jest możliwe po pierwszej udanej książce.


Sory za taką długą przerwę, ale niestety nie miałem dostępu do sieci.


A, przepraszam. No to od razu załóżmy, że jest też kelnerem. Chodzi o
to, żeby pisarz zarabiał na pisaniu, a nie na wykonywaniu innych zawodów.


Najpierw piszesz, że kernel developer żyje z administracji linuksem, bo
pisze kernela, a potem to samo dla pisarza jest już niekoszerne.
Nie chce mi się tego ciągnąć.

| Jeżeli napisze książkę na zamówienie, to też jest proza.

Słyszałeś kiedyś o utworach prozatorskich pisanych na zamówienie? W
latach 90. XX wieku?



| O utrzymaniu:
| 1. Czemu akurat z prozy?

Bo ludzka natura jest taka, że chałtury się traktuje chałturniczo.



jest takie dochodowe i dość łatwo znaleźć przykład dramatopisarza/poetę
piszącego nie tylko dla pieniędzy.

| 2. Dlaczego, skoro nawet dzisiaj, przy rozpasanej ochronie praw
| autorskich, większość pisarzy nie może się utrzymać z samego pisania
| (prozy;-)), wszyscy mają się utrzymywać kiedy tych praw nie ma?

Po polsku to jest trudne, ale prozaicy piszący po angielsku dość szybko
przechodzą na pełną zawodowość, to jest możliwe po pierwszej udanej książce.


Angole mnie nie interesują. Napisz coś o naszych warunkach.

Pozdrawiam
Wojtek Z.


Matura na szczęście stara.
Z niemieckiego zwolniona, bo mam papier. :pęka z dumy:
Z polskiego pisemna była coś o tym, czy proza XX wieku wnosi coś do literatury nowego - pisałam na "Końcówce" i "Czekając na Godota" Becketta... trzeciej lektury nie pamiętam.
Ustna w ogóle była wielką improwizacją, na którą dodatkowo przyszłam z piersiówką Seniority i nie wiem jaki miałam chuch...

A z historii w ogóle nie pamiętam. Ale była pisemna i ustna. Jakoś tam się zdało. Pisemna była o Jagiellonach i ich polityce wobec Litwy, Czech i Węgier... albo coś w ten deseń... Nie wiem.

Proszę o pomoc w doborze lektur. Bohaterów jakich utworów mogę scharakteryzować? Wybrałam T. Judyma z "Ludzi bezdomnych" (jak wiadomo, jeszcze z 2-3 przykłady by się przydały ) ; w jakich szkolnych lekturach (tych z poziomu podstawowego i rozszerzonego) mogę się spotkać z podobnymi bohaterami?
Ewentualnie mogę pokusić się o lekturę jakiejś książki spoza spisu lektur; jednak wolałabym, by większość postaci, które będę opisywać, znalazła się w obowiązkowych lekturach szkolnych.

Macie pojęcie, jakie to mogą być lektury? (dość niedawno "weszliśmy" w literaturę XX wieku, dlatego bardzo proszę o pomoc i propozycje). Z góry dziękuję.

Witam! Na maturę ustną wybrałam temat: Rola romantyzmu w kształtowaniu świdomości człowieka współczesnego. Omów zagadnienie odwolując się do literatury XX wieku.
Jak dotychczas udało mi sie znaleźć tlyko w poezji Broniewskiego, Baczyńskiego i Słonimskiego echa romantyzmu, ale w prezentacji powinnam wziąć jeszcze coś z prozy. Czy to mogłoby był ,,Przedwiośnie" ? Jeśli tak to jak wyjaśnić zawarte w nim elementy romantyczne? A może ma ktoś inne propozycje? W szkole nie przerabialiśmy jeszcze współczesności wiec nie znam utworó z tego okresu... Proszę o pomoc! Pozdrawiam

Ferdydurke / Witold Gombrowicz ; posł. ‪"‬Przewodnik po labiryncie‪"‬ Włodzimierz Bolecki., Kraków 1994

"‬Ferdydurke‪"‬ Witolda Gombrowicza / Michał Głowiński, Warszawa 1995

Inne spojrzenie : groteska w prozie polskiej o wojnie i okupacji : Gombrowicz, Dygat, Sandauer, Andrzejewski, Zieliński / Iwona Mityk, Kielce 1997

Groteska literacka : od diabła w Damaszku po Becketta i Mrożka / Anna Janus-Sitarz, Kraków 1997

Groteska w sztuce polskiej XX [dwudziestego] wieku / Tomasz Gryglewicz, Wrocław 1984

"‬Szewcy‪"‬ Stanisława Ignacego Witkiewicza / Lesław Eustachiewicz, Warszawa 1994

Szewcy / Stanisław Ignacy Witkiewicz ; ‪[‬wstęp Józef Rurawski‪], Warszawa 1996

Tango Sławomira Mrożka / oprac. Danuta Wilczycka, Lublin 2006

O ‪"‬Tangu‪"‬ i ‪"‬Emigrantach‪"‬ Sławomira Mrożka / Barbara Gutkowska, Katowice 1998

Dramaturgia Sławomira Mrożka : ‪(‬Tango, Emigranci‪)‬ / Joanna Chojka, Gdańsk 1994


Cytat: Powtórze - dla mnie ksiązka jest rozrywką i koniec. Brak rozrywki automatycznie czyni w moich oczach książke nudną.
Generalnie Hemmingway jest najbardziej rozrywkowy z wielkich klasyków literatury XX wieku. Pisze językiem tak przeźroczystym że 5-latek zrozumie, no i jego fabuły często obracają wokół przeygody, sprawdzania swojego charakteru itp. Nabokov, twórca "Lolity", odnosił się do Hemmingwaya z pogardą, nazywając go "pisarzem dla młodzieży". I uważam, że miał w tym dużo racji.
Ok, nie bede sie kłócić, jesli dla Ciebie rozrywką jest kilkadziesiat stron opisów faceta gadającego do siebie, ryby, mewy i na koniec ponoszącego porażkę - Twoja sprawa. Po prostu mamy inne pojęcie 'rozrywki'. Pax.

Ostatnio z horrorów byłam pod wrażeniem Odwiecznego Wroga (Koontz). O niebo lepsza od filmu.
Średnio podobało mi sie natomiast coś o tytule Podpalacze Ludzi, bodajże Mastertona. Takie jakby naciągane z lekka.

Cytat: (I tu Was pewnie zastrzelę) - Mały Książę - Antoine de Saint-Exupery

jedyna lektóra którą przezcytałam do konca i mi sie podobała. naprawde książka prosta a jednoczesnie bardzo dobra.
I mi sie Mały Książę podobał. Jeśli chodzi o lektury to pamiętam, ze w podstawowce moim faworytem była książka Dzieci z Bullerbym. I nie tylko moim, nawet ci stroniacy od prozy chętnie czytali

II KRAKOWSKI SALON POEZJI W GLIWICACH
Poezja Charles’a Baudelaire’a
Czyta:Andrzej Seweryn (Comédie Française w Paryżu)

W czerwcu kolejne spotkanie – z kolejną gwiazdą, tym razem nie tylko polskiej sceny, Andrzejem Sewerynem, któremu towarzyszyć będzie kwartet smyczkowy Gliwickiego Teatru Muzycznego.
Aktor przeczyta wiersze Charles’a Baudelaire’a, wielkiego francuskiego romantycznego poety, autora cyklu „Kwiaty zła”. Baudelaire to prekursor paryskich dekadentów, poeta zafascynowany śmiercią, potęgą zła i brzydotą jako drugą stroną piękna. Szokował współczesnych odważnym erotyzmem, w swoich wierszach ukazał też sugestywny obraz Paryża, a w szczególności jego przedmieść – domeny drobnych przestępców, prostytutek, ale i artystów. Baudelaire żył zgodnie z tym, co pisał. Przypłacił to nie tylko odrzuceniem przez współczesnych, ale i przedwczesną śmiercią. Wywarł ogromny wpływ na francuskich (i nie tylko) poetów drugiej połowy XIX i przełomu XIX i XX wieku.
Poezja wielkiego piewcy Paryża zabrzmi w Ruinach Teatru Miejskiego w wykonaniu jednego z największych współczesnych polskich aktorów, aktora paryskiej Comédie Française. Andrzej Seweryn jest bardzo dobrze znany gliwiczanom, m.in. jako recytator prozy Witolda Gombrowicza. .

18 czerwca 2005 r. (niedziela) godz. 12.00
Ruiny Teatru Miejskiego w Gliwicach
Wstęp wolny – zaproszenia można odbierać w kasach GTM i kina „Amok”

Wszystkich zainetresowanych serdecznie zapraszam

Czytajcie, proszę ja Was, książki Józefa Mackiewicza. To co prawda szczególna gratka dla miłośników fabularyzowanych powieści historycznych, za to genialnie pisana. I doskonale nadaje się do pogłębienia swojej wiedzy na temat historii XX wieku i życia na kresach wschodnich. Czasami może nawet nie pogłębienia wiedzy, co zmiany poglądów.
"Nie trzeba głośno mówić", "Droga donikąd", "Sprawa Pułkownika Miasojedowa", "Kontra".
Jest jeden problem - proza Józefa Mackiewicza jest szalenie trudna do pożyczenia w bibliotekach i praktycznie niemożliwa do zakupu w księgarniach.
Poza tym popróbujcie Leopolda Tyrmanda.

poeta amerykański urodzony stanie Illinois studiował w Yale i Harwardzie pisał obok poezji dramaty poetyckie, słuchowiska, eseje, prozę
wiersz Ars Poetica to podobno jeden z naj ważniejszych manifestów nowczesnej poezji xx-go wieku

ARS POETICA

W wierszu powinno chodzić o dotyk, nie słowo-
Powinien być bezgłośny jak kulisty owoc,

Niemy
Jak stare medaliony, kiedy ich dotkniemy,

Milczący jak mech na kamiennym parapecie,
Polerowanym rękawami od stuleci,

Wiersz powinien nie mieć słów, być taki
Jak szybujące ptaki,

Istnieć bez ruchu w mijających chwilach,
Jak księżyc, gdy się wspina,

Jak jego światło, wyswobadzające
Wplątaną w noc gałązkę po gałązce,

Jak jego blask za zimowymi liśćmi
Znikać, wspomnienie po wspomnieniu, z myśli-

Istnieć bez ruchu w mijających chwilach,
Jak księżyc, gdy się wspina.

Wiersz powinien się równać swemu przedmiotowi
Zamiast być prawdą o nim .

Za całą historię rozpaczy-
Puste drzwi i klonowy liść.

Za miłość-
Schylone trawy i dwa światła ponad morzem.

Wiersz powinien nie znaczyć,
Lecz być.

A ja czytaczką byłam taką, że lektury miała przeczytane zazwyczaj 2 lata przed tym zanim je omawialiśmy. I często nie wiedziałam, ze4 są w kanonie lektur.
Kochałam całą starożytność, do dziś czasem sobie czytuję wiersze Safony.
Ze średnowiecza najbardziej lubiłam wszelkie legendy arturiańskie,skandynawskie, wikingów i żywoty świętych.
Potem Kochanowski, w którym się zakochałam i uważałam za geniusza, dopóki nie zorientowałam się, że bezczelnie zżynał wszystko z Homera. Nie istniało wtedy pojęcie plagiatu. Kocham Fredrę i Moliera. Ryczałam jak bóbr przy "Krzyżakach", choć przez całą Trylogię nie przebrnęłam. Uwielbiam romantyzm, zresztą z Norwida napisałam maturę na 12 arkuszy. Konrad Wallenrod - genialny, choć w sumie uważam, że Słowacki lepszy od Mickiewicza. Tylko Krasiński mniej specjalnie. Za to pasjami Wiktor Hugo, Nędzników odświeżam sobie co rok. Do tego Standal.
Ludzie bezdomni - moja ukochana lektura. Do Żeromskiego mam sentyment, był mocno związany z moim rodzinnym regionem. Prusa też lubiłam, za to długo męczylam "Noce i dnie" i "Nad Niemnem".
Lubiłam też poezję XX wieku, choć proza mnie nei zachwyciła. Więc Stachura, Leśmian, Tuwim, Gałczyński (mój ulubiony wierszyk o wróbelku:)), Hillar, fenomenalny Baczyński.
Coś pominęłam? Tolkiena, którego poznałam w 5 i 6 klasie podstawówki a w liceum polonistka poleciła mi go jako lekturę nadobowiązkową.
To chyba tyle.

Tradycyjnie - Murakami i Norwegian wood. Książka mnie zachwyciła, jednak nie miałam czasu/funduszy aby zakupić cokolwiek innego tego autora.
Od dłuższego czasu jestem urzeczona prozą Eileen Chang.
Ostrożnie, pożądanie wbiło mnie głęboko w fotel. Na półce stoi jej najnowsza książka - świeżo zakupiona - Miłość jak pole bitwy, w której autorka zabiera nas z powrotem w podróż do Chin z przełomu 40 i 50 lat XX wieku.

Nie zamierzam wywoływać bezsensownej dyskusji. Pomagam córce w przygotowaniu prezentacji maturalnej (motyw miasta w prozie polskiej i obcej XX wieku). Ze wzgledów sentymentalnych wybrała Gdańsk. Pozycją z prozy polskiej bedzie "Weiser Dawidek". Jako pozycje obcą pierwotnie miał to być "Blaszany bebenek", ale nie bardzo on leży mojej córce. Stąd też moja prośba do użytkowników forum. A tak na marginesie - jest osobą urodzoną w Gdyni i bardzo zwiazaną z Trójmiastem, mimo, iż od 20 lat mieszkam w Warszawie. Nikt jeszcze nie usłyszał abym określał siebie jako Warszawiaka. Będę naprawdę zobowiazny, jeżli ktoś poda mi twórcę obcego piszącego o Gdańsku.

Nader interesujące. Miałem niegdyś w ręku książkę Juliane Karwath - niemiecka proza początków XX wieku, która to w swojej książce Das schlesische Fräulein opisuje rozterki spowodowane różnym pochodzeniem rodziców(jedno Polak, drugie Niemiec), no i co najważniejsze akcja dzieje się w ...Nysie! Jak tylko skończę sesję zacznę tłumaczyć tę książkę na Polski i będę fragmentami publikować ją na forum. Poza tym warto zwrócić uwagę na pozycje prof. Kunickiego z UWr - gość pisze na prawdę ciekawe rzeczy o Naszym mieście, pozdrawiam!

Co do języka - niestety, JD ma rację, ale wynika to, jak sądzę, z naprawdę wielu czynników. Nie chcę powtarzać banałów, ale faktycznie obowiązki dotyczące kreacji świata, przed którymi staje autor fantastyki są większe niż analogiczne powinności twórcy prozy głównonurtowej. A przecież sam świat nie wystarcza, bo obok niego (w nim) jest fabuła, która - niestety, obowiązkowo - musi kończyć się zaskakująco, niespodziewanie, tak by czytelnik poczuł się uszczęśliwiony tym, że został "oszukany". Przy takim natłoku spraw (nawet ich nie skatalogowałem, wymieniłem tylko najważniejsze), postawienie na język mogłoby być strzeleniem bramki samobójczej albo... powiewem oryginalności. Ja osobiście tęsknię do tego drugiego.

Swoją drogą, "styliści" w literaturze XX wieku nie mieli łatwo. Zawsze naciskała ich ideologia, konieczność sprostania potrzebom chwili, walka o poczytność (przynajmniej w zakresie prozy). Paru jednak się wybiło, a zupełnym kuriozum jest Claude Simon - francuski noblista. Jego skromna objętosciowo książeczka relacjonująca spotkanie Gorbaczowa z intelektualistami i twórcami kultury została napisana językiem tak wzniosłym, jakby to była uczta bogów - i to nie w znaczeniu metaforycznym.

Odjechałem trochę, ale Wasze refleksje uważam za nader interesujące. "Lodu" jeszcze nawet nie kupiłem - lekturę zostawiam sobie chyba dopiero na wiosnę, jak prawdziwe lody stopnieją

Ciągle w zawiasach mam Miłosza i Pielewina, ale jak zwykle czytam (a właściwie przedzieram się przez) prozę Teodora Parnickiego. Zacząłem rozpracowywać Opowieść o trzech Metysach , jego przedostanią powieść. Kolejność bardzo zła, jeśli zna się zaledwie połowę jego wczesniejszej twórczości. Mam taki zamiar (dalekosiężny) opisać wszystkie jego powieści na F 451. To bedzie taki mój mały wkład w to forum. Parnicki jest niedocenionym i prawie zapomnianym pisarzem, ale zapewniam - jednym z największych w polskiej prozie XX wieku.

Czy widziałam, kochana, co za pytanie! Oczywiście, że widziałam i to już daawno temu. Changeling jest inne w swym klimacie, ale moim zdaniem do pewnego stopnia porównywalne.

Clint jak nikt w dzisiejszych czasach czuje ducha amerykańskiego kina i amerykańskiej prozy z początków XX wieku. Szkoda, że w dzisiejszych czasach tylko on kręci takie filmy...

(Po zakupach książkowych.)
Salvador Dali, Moje sekretne życie
Wiktor Jerofiejew, Sąd Ostateczny (nie mylić z Wienediktem)
Wiktor Pielewin, Generation "P"
Zadie Smith, Białe zęby
Ian McEwan, On Chesil Beach
Michał Paweł Markowski i Anna Burzyńska, Teorie literatury XX wieku. Antologia

Wiecie, co jest najpiękniejsze? Wchodzę do księgarni (w której wytrzymałam ok. sześciu godzin, ha! tzn. akurat to jest mój rekord), patrzę na te tytuły, choć z moim wzrokiem, trzeba szczerze przyznać, jest coraz gorzej... (zapewne dlatego, że okularów nie noszę, nie, że mi w nich źle, po prostu nie lubię, jak obce ciało - nieorganiczne - próbuje mnie od siebie uzależnić, w dodatku przez twarz ) - więc wchodzę do tej przeklętej księgarni, patrzę na te tytuły, zwłaszcza na prozę zagraniczną współczesną i! - nie do wiary! - znajome tytuły! Totalny szok - znowu, ale tym razem nie poznawczy, tylko techniczny - co tu do cholery by wziąć? Vonneguta! Eco! Pielewina! Meyrnicka! Murakamiego! Grassa! Lessing! Pilcha! Aaa!

No mówię, mówię! Za dużo "dobroci" .

Nareszcie dorwałem się do "Historii i fantastyki" Sapkowskiego & Beresia. Kupiłem na Allegro za bardzo atrakcyjną cenę. Jak pewnie wiecie książeczka ta, to zapis rozmów naszego Sapka i Stanisława Beresia, dziennikarza, historyka literatury, krytyka, eseisty, tłumacza i poety.
Pozwólcie, że zacytuję, co wydawca ( SuperNova) pisze o książce:

"Rozmowy Beresia z Sapkowskim to zapis spotkania dwóch intelektualności, odmiennych intelektualnie, swiatopoglądowo, a nawet charakterologicznie. Na kartach tej książki scierają się zawodowa dociekliwość historyka literatury z żywym temperamentem i bujną osobowością dojrzałego, świadomego swej wartości pisarza [...], któy stał się objawieniem polskiej prozy przełomu XX i XXI wieku. "

Zacząłem już pochłaniać, zaczyna się bardzo interesująco



| Nie potrafię tego ująć w wiersz. To jest krajobraz widziany z okien
| samochodu, tylko zapis moich myśli. To widzę i to lubię w mojej drodze.

Lubię prozę poetycką.
Temat codziennego przemierzania tej samej drogi
jest w zasadzie łatwy, samogrający.
Pomimo wyświechtania zawsze można o tym pisać,
i jeśli się pisze na odpowiednim poziomie,
to i czytanie jest nienudne.
Tymczasem Twoja próba powiodła się nie całkiem.
Kilka słow przeszkadza w drogopodobnym brzmieniu,
aż chciałoby się je wyciąć.
I byłoby bardziej poetycko.
Nieostrożne drzewa mówią same za siebie,
nie potrzeba już bliższych wyjaśnień.
Nie całkiem zgadzam się z takim opisem drogi,
tzn. sam zrobiłbym to inaczej.
Gdybym jednak był tobą :-)
wyciąłbym zbędne
słowa i zostawił tyle :

jadę tą samą a jednak co dzień inną drogą
czasem inna jest zieleń
czasem przycięte gałęzie
nieraz kałuża na drodze
łąki żółtsze mleczami      
kobiety w zapaskach na progach domów
o dziwo niebieskich
wiatrem chłodzące stopy
podpierające wyniszczone płoty
mężczyźni na ławkach pijający
toast za zachód słońca
przydrożne kapliczki w kwiatach
na niebezpiecznych zakrętach
krzyże na nieostrożnych drzewach

tą samą długą drogą jadę od czasu do czasu
w niedawno pustym gnieździe
zmokły dzisiaj bociany
pewnie przyleciały w międzyczasie

I tak jest trochę (jak dla mnie) zbyt nijaki.


Nijaki pewnie dlatego, że to nie jest wiersz. Na mnie wszystko to co widzę
robi duże wrażenie. A że nie potrafię tego ująć w poezję - moja wina. To

pokusiłeś się o zmiany. Ja nie potrafię oddawać w wierszach obrazów.
Naprawdę jest taka droga. Jeżdżę nią dość często. Naprawdę ma mnóstwo
zakrętów. Większość zaznaczona jest kapliczką bądź krzyżem na drzewie.
Jadąc 200 km w jedną stronę (w towarzystwie jedyni muzyki)  widząc
codziennie niby to samo, a jednak inaczej takie właśnie obrazy przesuwają

bociany i ....
Dla mnie ta droga to alternatywa na wszystkie dekadenckie "końce XX wieku".

j.

O.C.




Masz racje, opisywanie rzyczy prostych przy pomocy poezji nie jest latwe.
Ale jezeli juz, to opis ten powinien byc tylko pewnym tlem, ktore pozwala
na
ubarwienie lub ukrycie prawdziwej mysli poety.


Dlaczego poeta ma ukrywac prawdziwa mysl?
To znaczy, ze ma dawac czytelnikowi mylace sygnaly?

Podam klasyczny przyklad: Adam Mickiewicz "Stepy akermanskie". Sonet ten
rzuca na kolana swoja lekkoscia i moca przekazywanych emocji, jest piekny.


Niestety zgadzam sie z  Marcinem Jagodzinskim, Mickiewicz "wielkim poeta
byl", ale mamy koniec XX wieku, inaczej sie pisze, inaczej czuje, zupelnie
inaczej zyje. Romatyczni klasycy sa juz tylko przykladem warsztatowych
umiejetnosci.
W latach dwudziestych i trzydziestych naszego stulecia bylo kilku
wspanialych mistrzow kina. Czy dzisiaj ktokolwiek kreci w taki sposob jak
oni wowczas?
Zmienila sie widownia, tempo, optyka i tematyka filmu.
Mistrzowie mistrzami, ale trzeba isc naprzod. Chyba, ze ktos chce cale zycie
nasladowac.

Wiersz Pana Swietlickiego wydaje sie byc szary, pusty, wyrazony bez
wiekszych emocji. Moze i jest w nim pewien dystans do rzeczywistosci, ale
czy opisywanie w nim zdarzenia ukrywaja jakas glebsza mysl?


Na to pytanie musisz odpowiedziec sobie sam.
Lubisz jazz? Zalozmy, ze nie. Ale czy to oznacza, ze jazz nie jest
doskonaly? Nie. Oznacza jedynie, ze nie potrafisz do niego dotrzec, ze brak
Ci "kodu" do "rozkodowania" tej wspanialem muzyki.

Wiersz nie ma rymow, brak w nim rytmu, praktycznie zadnych metafor czy
prownan.  Wedlug  mnie to czystej krwi proza.
Ja tego tekstu po prostu nie rozumiem  :-(


Chyba szkoda, ale wszystko przed Toba. Odloz Mickiewicza na polke i siegnij
po wspolczesna  poezje.

Moje zdanie jest tylko moim zdaniem.
Nie ma obiektywnych ocen w sztuce.
Pozdrawiam
Dariusz Bilski

Teatr Imienia Rozy Van Der Blaast
www.pdi.net/~blaast


a tak w ogóle, to ten wiersz kojarzy mi się z prozą Tokarczuk- w moich
ustach to niebywały komplement, najwyższa ocena, jaka może kogokolwiek
spotkać :-)
pozdrawiam
na początku była szafa

a w niej - rzucone dziadka niedbałą ręką -
stare książki kucharskie pełne przebrzmiałych przepisów
obok żurnali mód na ukos tnących tkaninę XX wieku
(prababka i babka nie żyły już a żurnalowe panie nadal
lansowały najnowszą linię  i oszczędne wojenne potrawy)
łóżko z siennikiem przetartym obok stół secesyjne krzesło
pachniały dzieciństwem mamy i smutkiem niechcianych mebli
w oknie  roleta płowa od stulecia słońc zasłaniała widok uliczki
po której mama chadzała do szkoły a zimą zjeżdżała na sankach
w kącie przy drzwiach żelazny piecyk na wygiętych nóżkach
karmiony szuflami węgla tajemniczy walec
zimową nocą pielęgnował w rozżarzonym brzuszku
absolutny spokój, spokojny absolut dzieciństwa

tymczasem

obowiązkowy jak śpiewaczka operowa mój dziadek
codziennie trenował gamy kaszlu z akompaniamentem
paczki najtańszych papierosów a jego płuca (o czym
na razie nikt nie wiedział) też wykazywały się
artystycznym temperamentem i zdolnością autokreacji

dom dziadka przejął jego syn budowlaniec

po kolei powyrywał z podłóg kroki trzech pokoleń
zesłał na śmietnik zegary z których wyprowadził się czas
i dziadka ulubiony tapczan z przetrąconym kręgosłupem
a kobieca główka patrząca wstecz znad fasady
filozoficznie przyjęła wyrok śmierci i została ścięta

remont udał się doskonale więc
dom dalej stoi ale nie znamy się już

______________
Magdalena



Wiek Wszechświata.
W pierwszych dziesięcioleciach XX w. fizycy, astrofizycy i astronomowie
odkryli miarowe rozszerzanie się Wszechświata, co doprowadziło do
sformulowania pojęcia stałej Hubble'a i do jej pomiaru, a dalej do uznania
realności fizycznej Wielkiego Wybuchu.
W ostatnich osiemdziesięciu latach kosmologia rozwija się wokół zagadnień
związanych z faktem, że ok. 13 miliardów (ą2 mld) lat temu powstały Czas i
Przestrzeń oraz Materia i Energia, czyli cały ekspandujący Wszechświat oraz
zagadnień dalszej jego ewolucji. Te ramy czasowe są dla dalszych wywodów
istotne: Na powstanie pierwiastków i ewolucję pierwotnych galaktyk mamy
więc "tylko" pierwsze miliardy lat. Zatem wszystkie hipotezy dotyczące
ewolucji biologicznej "naturalnej", t.j. opartej jedynie o prawa świata
materialnego, muszą więc zmieścić ten proces (powstania i rozwoju życia w
Kosmosie) w (10 ą 2) miliardach lat, jeśli ich autorzy myślą o realnym,
istniejącym Kosmosie. Na ewolucję chemikaliów oraz na powstanie życia na
Ziemi muszą wystarczyć małe setki milionów lat, a na rozwój życia pozostaje
jedynie ostatnie około czterech miliardów lat.
Obliczenia prawdopodobieństw zdarzeń i procesów naturalnych koniecznie muszą
więc brać pod uwagą ten "warunek brzegowy". Zobaczymy, co na temat tych
prawdopodobieństw mówi matematyka ewolucji. Wyniki tych badań i obliczeń są
bowiem zwykle przemilczane w gronie przekonanych do swych wierzeń neo-
ewolucjonistów. Ludzie ci, szczególnie popularyzatorzy, zwykle nie zdają
sobie sprawy ze ścisłych ram czasowych: między początkiem Czasu a chwilą
obecną.


Matematyka jest najlepszym językiem do opisywania naszego skomplikowanego
świata. Precyzja jest jej obroną. Ale pomimo upływu tysięcy lat naszej
cywilizacji wciąż trudno jest ustalić jego kod. Bardzo wymowne przykłady,
jakie opisuję na  www.world-mysteries.com/kama.htm ,
 www.world-mysteries.com/kama_a.htm  i www.zagadkicyw.webpark.pl , wskazują na
to, że należy go szukać wśród elementów, które tworzą złotą proporcję.

Równania Układu Planetarnego, przedstawione na tych stronach, zawierają dużo
informacji o jego prawdopodobnej ewolucji. Zegary natury również pracują na
matematycznych podstawach, a biologiczny zegar człowieka jest niezwykle
skomplikowanym matematycznym mechanizmem.Jego obecność,budowę i funkcjonowanie
potwierdza proza życia.

  Pozdrawiam
    KaM


Ot jak ludzie potrafią, żeby sprzedac głupi autograf Wałęsy. Szukałęm
sobie płyt Stańki i wyszukiwarka wyrzuciła mi taką aukcję:

http://www.allegro.pl/show_item.php?item=41316073

W zrodle strony znalazlem taki wpis :) Zwracam uwagę na dobór haseł, az
sie przestraszyłem na początku :)

<font style="font-family: Arial Narrow; font-size: 0pt; color:
white;"wiedza tajemna wtajemniczenie wtajemniczenia wtajemiczeni
misteria eleuzyjskie eleuzyńskie Grecja Egipt faraon piramidy Adam
Mickiewicz Pan Twardowski poezja wiersz literatura pismo święte księgi
historia religie religia astronomia astrologia gwiazdy wierzenia wiara
obrządek obrzędy rytuał rytuały ryt ryty satanizm diabeł szatan mag
Czarna Msza Anton Szandor LaVey Aleister Crowley Czarne Msze guru mistrz
mistrzowie mistrza mistrzem mistrzu  magiczny magowie magiczne magia
magya magija ciekawe bezcenne ciekawa książka opcja Kup Teraz autograf
autografem dedykacja dedykacją podpis autora podpisem Różewicz judaizm
unikat unikatowy unikalny bezcenny dvd tanie poezja proza dramat
literatura XX wiek atrakcja  literatura współczesna opracowania
opracowanie promocja Britney Spears Wrocław iniemamocni Pogański Jan
Paweł II papież śmierć marihuana seks laski poradnik psychologia dziecko
rodzina puma Nike Canon tani aparat cyfrowy Aleksander wielki MTV nokia
6600 laptop toshiba IBM  Tomasz Lis shuty Kuczok Możdżer Stańko Fabryka
Trzciny mireki mp3 tanie Hitler masłowska czarne sorokin noir sur Blanc
Hrabal Jim Morrison Nowak Jeziorański Jeziorańskiemu Warchol pop-art
Kuroń Kuroniowi PRL opozycja demokracja Tygodnik Powszechny nagroda NIKE
Radio Wolna Europa Odojewski paryska Kultura wybitna twórczość Papież
Jan Paweł II wojtyła Watykan kobyliński grafika unikalna komiks gildia
malarstwo emigracja Polska Londyn Ealing Londyn Great britain wielka
Brytania Giedroyc Bez ostatniego rozdziału Zbrodnia Katyń socjalizm
socjalistyczny Nowy Jork homoseksualizm homoseksualny lektura szkolna
lektury szkolne Gazeta Wyborcza Kolekcja zestaw maturzysty pomoc do
matury  II wojna światowa  Żyd Żydzi judaizm Bruno Schulz liceum
polonistyka Jean Genet sartre Paryż XX wiek religia religie hinduizm
Nagroda nobla </font<br<br<br
<!-- --<!-- end description (1)  " '--

pozdrawiam

Marek




| powinieneś się zapoznać z ich argumentami.

| Nie odpowiadam za to, co ktos widzi.

Ale chcąc z tym dyskutować, powinieneś cokolwiek o tym wiedzieć.


Powtarzam: dlaczego zeby "cokolwiek" o tym wiedziec musze przeczytac ksiazke, a nie
obejrzec filmy ?

| Zrodlem jest film.

| Ale tu nie jest mowa o filmie, tylko o ewolucji filmów.

| Nie calkiem. Poniewaz w Niemczech w latach 33-45 istniala Trzecia Rzesza, a III
| Rzesza zachowala sie tak, jak sie zachowala, po skonczeniu wojny nastapila powodz
| publikacji majacych "wyjasnic" jak cos takiego moglo powstac.

Przede wszystkim, od razu w latach 20. roku gdy zniesiono kulturalne
restrykcje i niemieckie filmy mogły być wyświetlane w kinach państw
alianckich, od razu wszyscy byli zaszokowani nagromadzeniem horroru w
niemieckim kinie. Gdy Francuzi kręcili filmy o miłości a Amerykanie
slapstik, Niemcy zajmowali się przede wszystkim grozą - z kunsztem i
pasją niespotykaną gdziekolwiek indziej. Od razu pojawiła się potrzeba
wyjaśniania tej odrębności - zanim jeszcze ktokolwiek poza Monachium
usłyszał o Hitlerze.


Mam ksiazke "The Story of America" i rozdzial o kinie amerykanskim nie upowaznia do
takiego szufladkowania. Kino przed wielkim kryzysem nie bylo tak roznorodne jak
pozniej, ale mowienie ze to tylko slapstic ...
Kina francuskiego lat specjalnie nie znam. Wiem, ze literatura nie traktowala tylko o
milosci.
A jezeli film niemiecki "zapowiadal nazizm" to proza rozyjska konca XIX i poczatku XX
wieku powinna zapowiadac komunizm, prawda ?

| Bo ich nie widziałeś wszystkich, nie znasz ich dokładnych zależności
| chronologicznych i personalnych (np. nie wiesz, jakie dalsze scenariusze
| pisał scenarzysta 'Nosferatu').

| OK. Rozumiem ze Ty widziales cala (badz prawie cala) produkcje filmowa lat 1919 -
| 1931. Faktem jest ze ja niestety tylko kilka (no, moze kilkanascie).

Nie, ale w odróżnieniu od Ciebie znam argumenty kogoś, kto widział.


Byc moze wyjasnieniem moze byc fakt, ze ja jestem zdecydowanie sceptykiem.


podczas gdy mamusia przykrywa Cie kolderka i kladzie do lozeczka niektorzy
beneficjenci systemu przesiadkowego obgryzaja paznokcie, zastanawiajac
sie, czy uda im sie zdazyc na ostatni autobus na superpetle tramwajowa.


?????? dla kogo ta proza ??????

oczekiwanie na autobus w centrum katowic moze nie bylo nigdy przyjemne
(ach ten zapach spalin, prawda, Jakubie?), acz chyba wylacznie ktos nigdy
nie probowal postac 15 minut mrozna noca na zawodzianskiej petli moze
wypisywac bzdury o przyjaznosci tego rozwiazania dla statystycznego
pasazera.


Czytając tę odpowiedź pod moim postem mam tylko jedno do powiedzenia - zanim
cokolwiek napiszesz, przeczytaj cały thread ZE ZROZUMIENIEM, ponieważ chyba
pomyliłes mnie z kims innym.

dlaczego nikt nie pomyslal o ograniczeniu ruchu samochodowego w centrum
katowic? czyzby najwiekszymi trucicielami byly wlasnie autobusy? moze
dysponujesz jakas KONKRETNA wiedza, w jakim stopniu skrocenie linii
autobusowych zmniejszylo stan zanieczyszczenia powietrza w katowicach?


Pytanie jeden należy zaadresowac do UM Katowice. natomiast fakt, że
najiększymi trucicielami środowiksa w rejonie śródmieścia Katowic nie ulega
wątpliwości - emisja zanieczyszczeń z silników dieslowskich budowanych w
latach 80-tych XX wieku przekracza typowe emisje silników samochodów z
katalizatorami o kilka rzędów wielkości. Jedynie emisja CO jest "w
normie"...
A jak chcesz znać konkrety, to poproś o czujnik, stań sobie przy
Warszawskiej i sobie pomierz. Ja się w to bawiłem -naście lat temu na
studiach i nie mam ochoty na więcej, bo to bardzo groźne dla zdrowia. Normy
na wysokości okien pierwszego piętra kamienic przy skrzyżowaniu
1Maja/Bogucicka przekroczone 30-, 40-, 50-razy.  Współczuję ludziom, którzy
tam zostali umieszczeni i mogą otwierać okno tylko na podwórko na tyłach
domu. O ile w ogóle je mają.

ktos mi wytlumaczy, co stalo na przeszkodzie, by jednak wczesnym
porankiem, w godzinach wieczornych i w dni wolne autobusy zagladaly do
centrum katowic? tym razem rowniez przywolasz cudnej urody argument, ze
wszystko zorganizowano po to, by jechalo sie krocej?


to pytanie do KZK GOP.

system przesiadkowy? tak tak i jeszcze raz tak! ale nie w sytuacji, kiedy
co drugi tramwaj pamieta lata siedemdziesiate, torowisko grozi wypadkiem,
a petla przesiadkowa... ech...


to również temat dla KZK GOP.

Pozdrowienia

JH


WITAM! mam taki temat z polskiego:,,LITERACKI OBRAZ MIAST I ICH MIESZKAŃCÓW. ZAPREZENTUJ NA PODSTAWIE PROZY I POEZJI XIX I XX WIEKU.'' nIE MAM KOMPLETNIE POMYSŁU JAKa ma być teza? pomóżcie , jeśli możecie............Proszę.....................

Program zaczerpnięty ze strony internetowej Muzeum Kultury Kurpiowskiej.

Program Dni Kultury Bretońskiej 11-12 maja 2007 r.
Piątek, 11 maja 2007
budynek Muzeum Kultury Kurpiowskiej

godz.17.00 - prelekcja Kazimierza Brakonieckiego„Bretania w poszukiwaniu tożsamości: literatura XIX i XX wieku” wiersze po bretońsku czyta Mai-Envel Carluer

godz.19.00 - spotkanie z Ewą Waliszewską – opowieści o Bretanii ilustrowane slajdami
• promocja antologii „Bretania w poezji i prozie”, opracowanie i tłumaczenie
Kazimierz Brakoniecki, Olsztyn 2006
• prezentacja książek Domu Bretanii w Poznaniu

Po spotkaniu zapraszamy na degustację naleśników galettes, crepes, ciast bretońskich oraz cydru jabłkowego.

Sobota, 12 maja 2007
dziedziniec Muzeum Kultury Kurpiowskiej

godz.12.00 - nauka tańca bretońskiego z zespołem tańca Domu Bretanii w Poznaniu ( pod kierunkiem Tomasza Kowalczyka)

Sala koncertowa Ostrołęckiego Centrum Kultury*
godz.16.00 - koncert pieśniarki bretońskiej Anni Ebrel przeplatany pieśniami kurpiowskimi w wykonaniu Apolonii Nowak

budynek Muzeum Kultury Kurpiowskiej
godz.18.00 - otwarcie wystawy „Rybacy bretońscy wfotografii” ze zbiorów Musée Départemental Breton w Quimper. Wystawie towarzyszy ekspozycja fotogramów przedstawiających architekturę i krajobrazy Bretanii ze zbiorów Centrum Polsko- Francuskiego Cotes d’Armor – Warmia i Mazury w Olsztynie.

godz.20.00 - karczma „Ostoja” **
• występ zespołu tańca Domu Bretanii w Poznaniu
• Fest-Noz – celtycka zabawa taneczna przy muzyce w wykonaniu duo Żak/Szyszkowski, duo Żak/Lasko i duetu śpiewu tradycyjnego kan ha diskan w składzie Grażyna Olszaniec i Monika Kuś

* Ostrołęckie Centrum Kultury, Ostrołęka, ul. Inwalidów Wojennych 23
** Karczma „Ostoja” , Ostrołęka, ul.Stacha Konwy 3

[ Dodano: 2007-05-10, 10:16 ]
NOCLEGI W OSTROŁĘCE!!!
Jeżeli ktoś chce przenocować w Ostrołęce, to można rezerwować nocleg u p.Agnieszki Kowalewskiej z Muzeum Ziemi Kurpiowskiej w Ostrołęce!!! Cena 1 noclegu - 15zł
Kontakt: Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce
Pl. gen. Józefa Bema 8
tel. 0-29 764-54-43

#210 - Realizm i konwencje realistyczne w prozie brytyjskiej w XVIII, XIX i XX wieku.

[ Dodano: Pon Wrz 11, 2006 6:01 pm ]

Świat nieludzki w prozie XX wieku - opracuj na podstawie twórczości Franza Kafki, Georga Orwella i Tadeusza Borowskiego.
100%
Mogę pomóc w razie gdybyś wybrał ten sam

Postaci opisywane, a właściwie przedstawiane przez WB są, jak dla mnie, tak odrealnione, że trudno jest mi je traktować poważnie, widzieć w nich przedstawienie kogokolwiek, czegokolwiek, jakiejkolwiek rzeczywistej postawy.


hmm
zasugerowałeś wcześniej iż jesteś dużo starszy ode mnie,
jak orientujesz się w historii XX wieku?
przecież taki np. Benway to wspaniale sportretowany cyniczny manipulator i zarazem mad scientist, w służbie władzy
mało realna postać? czy mało realny wiek?

zreszta mniejsza z tym, chyba dosyć oczywiste jest, że wszystko w tej książce podlega karykaturalnym wyolbrzymieniom, monstrualnym przemianom - postaci też - w końcu tym właśnie jest beatnikowski surrealizm, i twórczość WB: sardoniczną karykaturą życia i rzeczywistości społecznej

We wstępie do Lanczu WB wprost zarysowuje temat książki, który później zostaje w tak przejmujący (przynajmniej dla niektórych ) sposób zorkiestrowany: algebra głodu (need=pożądania właściwie), dehumanizujący efekt nałogu, dno jakiego może sięgnąć człowiek.
Narkotyki (junk) owszem stanowią tu punkt wyjścia, ale sama analiza ekstrapoluje się na inne dziedziny życia, inne uzaleznienia, inne pożądania.
Ta swoista spowiedź (choć formalnie jakże daleka od surowości dokumentu i wolna od publicystyki) to wyzwanie jakie autor rzuca czytelnikowi - Nie będziesz?

Co do pisarskiej materii.
Maestria czy słowotok?

mistrzowski słowotok jak dla mnie
nie rozumiem co konkretnie zarzucasz Burroughsowi? "za dużo słów"?
precyzyjna analiza stosowanych środków zdecydowanie mnie przerasta,
podobnie jak sprządzenie choćby szkicu kontekstu twórczości WB,
zresztą wszystko to nieważne, jeżeli cię "nie rusza", to intelektualizacja niewiele pomoże
powiem tak: na mnie ta proza działa, porywa mnie swoim wartkim nurtem, przeżuwa, i wypluwa w jakims wcześniej nie widzianym miejscu

Tak na marginesie:
Z całym szacunkiem, nie sądzę abyś na maturze, czy w ogóle w szkole, miał okazję zajmować się literaturą naprawdę wysokich lotów. Nie widze jednak przeszkód by czytając zwrócić trochę uwagi na to co się czyta, spróbować zastanowić się jak i po co zostało to napisane. Więcej stąd nauki niż z całej formalnej edukacji. Argument "z inżyniera Mamonia" o byciu ścisłym (a może ściśniętym) radziłbym sobie darować. Doprawdy nic tak nie uwłacza ludzkiej inteligencji, jak rozpowszechnianie i utrzymywanie szkodliwego i powierzchownego podziału na "ścisłowców" i "humanistów". Ale to temat na odrębną dyskujsję.

Poezja ( z greckiego ποίησις, poiesis, "tworzenie")
jest formą sztuki w której język jest użyty dla jego estetycznych wartości jako dodatek lub zamiast rzekomego znaczenia. Poezja ma długą historię . Pierwsze próby jej zdefiniowania jak np.Poetyka Arystotelesa skupiały się na użyciu mowy w retoryce, dramacie pieśniach i komedii . Póżniejsze próby skupiały się na powtarzaniu i rymie, podkreślając estetykę która wyróżnia poezję od prozy. Od XX wieku poezja jest swoboniej definiowana jako podstawowy akt twórczy przy użyciu języka .
P. używa często szczególnej formy czy układu aby rozszerzyć dosłowne prozaiczne znaczenie słów bądź trafić w emocje czy zmysły czytelnika.
Narzędzia takie jak asonans, aliteracja czy rytm są czasem używane do osiągniecia muzycznego czy magicznego (incantatory?) efektu.
Poezja używa wieloznaczności, niejasności , symbolizmu, ironi czy innych stylistycznych elementów poetyskiego sposobu wysławiania się często pozostawiając wiersz otwartym dla wielorakich interpretacji. Podobnie metafora i porównanie tworzą resonans między odmiennymi , w innym przypadku obrazami , nakłądają na siebie znaczenia tworzą powiązanie wcześniej nie dostrzeżone. (Pokrewne formy tego współbrzmienia mogą istnieć pomiędzy poszczególnymi wersami w ich formie rymie czy rytmie.<?>)

Niektóre formy poezji są specyficzne dla poszczególnych kultur czy gatunku , odpowiadając cechom języka w którym poeta pisze. Podczas gdy czytelnicy przyzwyczajeni do identyfikacji poezji z takimi twórcami jak Shakespeare, Dante czy Goethe mogą sądzić iż poezja jest pisana w formie rymowanych strof czy regularnej metryki, inne tradycje jak np Du Fu and Beowulf używają innego podejścia do osiągnięcia rytmu czy eufonii.
W dzisiejszym zglobalizowanym świecie poezja często zapożycza style, techniki i formy z innych różnych kultur i języków.

wolny przekad z:
http://en.wikipedia.org/wiki/Poem
na polskiej wikipedii jest tylko pitolenie o formie:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Liryka

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wiersz

"Pokaz prozy" (to taki zbiór polskich utworów XX wieku), a konkretnie "Krótka historia pewnego żartu" Stefana Chwina

Filozof


Jeśli książka mnie nudzi, rzadziej jej nie czytam, niż czytam - zaczynam kolejną i czytam kilka na raz - to u mnie całkowicie normalny proceder, im więcej mam książek zaczętych, tym mam lepsze tempo czytania
Czuję wielki wstręt do takiego procederu. Toż to literacka poligamia! Ja tam zawsze czytam przeważnie jedną, no czasem zdarzy się jakiś skok w bok, ale nie skok za skokiem.

Inne Pieśni wciągały od samego początku (ale zaczynałem rozumieć od 300 stron).
To Dukajowska norma, że zaczyna się coś rozumieć po połowie i to składając to samodzielnie zazwyczaj.

Nie przepadam za literaturą czysto rozrywkową, więc im bardziej książka wymagająca, tym mniejsza szansa, że na niej odpadnę. Dla mnie ważniejsza jest pożywka intelektualna od rozrywkowej.
Też tak mam. Tylko nie wiem jak u ciebie, ale u mnie bierze się to z tego, że jeśli chcę 'rozrywkowej' fabuły, to wybieram film, grę komputerową. Jeśli chcę pośmiać z bohaterów, albo z romansów między nimi, to wybieram np. Modę na Sukces [a nie prozę RASa]. Rozwój technologii naszych czasów pozwala mi rezerwować książki na inny typ rozrywki, ale prawdopodobnie gdybym żył na początku XX wieku, to czytałbym wszystko jak leci.

Skoro rzucasz moneta i wypada ci RESZKA RESZKA RESZKA RESZKA, to z każda nastepną reszką wzrasta prawdopobieństwo że wypadnie orzeł.
Błąd. Prawdopodobieństwo przy każdym rzucie wynosi 50% (nie bierzemy pod uwagę krawędzi).
Masz oczywiście racje, dziękuję za zwrócenie uwagi. Prawdopodobieństwo przy każdym rzucie to 50% ale prawdopodobieństwo kilku założonych rzutów z kolei na ten sam wynik maleje, stąd wzrasta szansa na przeciwny wynik. Generalnie to chciałem napisać, że trudno znaleźć autora beznadziejnego we wszystkim, zawsze znajdzie się jakiś pozytyw, którego można się uczepić przy czytaniu. Trzeba po prostu zmienić konwencję czytania i własne oczekiwania w stosunku do książki, żeby przestać się nad nią męczyć.

chrzescijanin napisał/a:
Polecam Koran wydany przez Panstwowy Instytut Wydawniczy - wstep.

Szkoda pieniędzy na literaturę pogańską, wielbiącą fałszywego "boga". Prosze o wskazanie mi źródeł naukowych, czy w internecie. I nie jednej tylko publikacji, wyrażającej poglądy tylko piszącego. Proszę o rzeczowe opracowanie naukowe na ten temat.


"Koran" , przełożył Józef Bielawski, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, 1986, str. 973
Jest to opracowanie naukowe - Panstwowy Instytut Wydawniczy nie jest zaangazowany religijnie, i jako publiczna jednostka naukowa finansowana z budzetu panstwa ( http://www.piw.pl/bip_piw/index.php ) - jest odpowiednim zrodlem bezstronnej wiedzy. Jesli nadal chcesz trwac w swej niewiedzy - Twoja sprawa.

===
Państwowy Instytut Wydawniczy
http://www.piw.pl/bip_piw/index.php
Państwowy Instytut Wydawniczy (PIW) - polskie wydawnictwo powstałe w 1946, z siedzibą w Warszawie.
Specjalizuje się w literaturze pięknej, historii i filozofii społecznej. PIW wydaje znane i cenione od lat serie wydawnicze jak Rodowody Cywilizacji, Biblioteka Myśli Współczesnej (zwana popularnie "plus, minus, nieskończoność"), Biografie Sławnych Ludzi, czy Współczesna Proza Światowa.
PIW jest również wydawcą publikacji encyklopedycznych. Do najbardziej znanych należą m.in. Literatura polska Jana Tomkowskiego, Słownik mitów i tradycji kultury Władysława Kopalińskiego, polska wersja Skrzydlatych słów, Księga cytatów.
PIW jest właścicielem polskich praw autorskich do powieści Hermana Hessego i Milana Kundery.
Serie wydawnicze PIW [http://www.piw.pl/bip_piw/index.php]
Bibliotheca Mundi
Współczesna Proza Światowa
Ostroga. Książki najlepsze
Klub interesującej książki
Biblioteka Poetów
Kolekcja Poezji Polskiej XX Wieku
Kolekcja Prozy Polskiej XX Wieku
Nowa Proza polska
Lit. piękna i popularnonaukowa
Rodowody Cywilizacji
Życie Codzienne
Biografie Sławnych Ludzi
Biblioteka Myśli Współczesnej
Jako jednostka publiczna jest w http://www.piw.pl/bip_piw/index.php

Sandor Marai to pisarz wegierski, arystokrata z ducha i z urodzenia, felietonista Radia Wolna Europa ktory maluje piorem.
Czytajac jego ksiazki czytelnik smakuje wrecz jego proze.

Czytam teraz jego "Krew swietego Januarego".
To opis wlasnego losu, losu emigranta z musu, na tle zycia rybakow i drobnych sklepikarzy w Posillipo pod Neapolem.

"Włochy są wciąż obolałe po swoim dwuznacznym w tej wojnie udziale. Miasteczko jest bardzo biedne, mieszkańcy żyją głównie z żebraniny i drobnego handlu czymkolwiek. Za to bezgranicznie wierzą w cuda. Mają je skądinąd za coś oczywistego i naturalnego, tak jak zachód słońca albo przypływ morza. Taka choćby krew świętego Januarego: jesteśmy świadkami, jak jej zaschnięta plama nagle pieni się w relikwiarzu. Problemem mieszkańców są więc nie cuda, ale pobyt w miasteczku dwojga dziwnych ludzi z Europy Wschodniej, uciekinierów szukających swojego miejsca na ziemi. Jeden z nich, mężczyzna, już tego miasteczka nie opuści. Zginie w dziwnych okolicznościach; wszyscy podejrzewają samobójstwo. A on chciał, drobiazg, tylko zbawić świat. Nie był Mesjaszem ani wariatem. Był filozofem, który doszedł do wniosku, że jedynie mistyczne zbawienie może uratować świat od totalnej paranoi.
Ostatnia część książki to dialogi, a właściwie monologi spowiedzi tych dwojga cudzoziemców. Niezwykłe, wstrząsające. Z ponurą obsesją przeplata się przez nie precyzyjna analiza nieszczęść, jakie spadły na Europę z powodu komunizmu.
Márai podobnie jak Miłosz uważał komunizm za centralny problem XX wieku. I chyba nikt w literaturze nie przeprowadził głębszego intelektualnie dowodu na wpisany weń organiczny absurd i nieokiełznane azjatyckie okrucieństwo.".....Tadeusz Nyczek Przekrój styczeń 2007

----- Original Message -----

Sent: Saturday, May 15, 2004 5:12 PM
Subject: # teoretycznie o literaturze [010]

John Barth, Literatura wyczerpana, przeł. Jacek Wiśniewski [w:] Nowa proza
"Ponieważ temperament dyktuje mi wybór 'buntu w postaci tradycyjnej',
skłonny jestem cenić taką sztukę, którą niewielu tylko potrafi uprawiać,
która wymaga zarówno biegłości i mistrzostwa, jak i błyskotliwych
koncepcji
artystycznych lub/i natchnienia. Słynna kolekcja pop artu w muzeum


Moje własne refleksje o nowoczesności balansują między formą i treścią;
uważam za uniwersalny (więc ponadczasowy) postulat, by jedno i drugie było
na poziomie.

Nowoczesność to nie nowoczesna treść, lecz nowoczesna forma.

Treść nowoczesna nie jest bowiem inna od treści nienowoczesnej, bo człowiek
i ludzkie problemy są takie same (truizm!). Jeśłi ktoś nie widzi w
dawniejszych utworach swojej własnej palety problemów i doświadczeń, to
przede wszystkim dlatego, że nie umie tych utworów czytać lub oglądać - a
nie umie, bo forma mniej zrozumiała. Użyte symbole, metafory są już znane
(choćby ze szkoły) i wydają się naśladownictwem, albo podsuwają zupełnie
inne znaczenia.

Forma tzw. nowoczesna ma polegać ma na skrócie - to takie piętno na kulturze
XX wieku, które wycisnął (na moim przynajmniej odczuciu) Picasso.
Odwoływanie się do wielkiej wiedzy odbiorcy, który potrafi zrozumieć
skórtowe odwołanie, odczytać słowo z litery, a ze słowa zdanie. Może to
dobrze funkcjonuje w malarstwie czy nawet muzyce, lecz przy prymitywnym
odbiorcy literatury na przykład (masowym, tłumowym - patrz Ortega y Gasset)
pojawia się problem, że nie ma się do czego odwoływać. Zatem nowoczesna
forma jest przez ten tłum imitowana w niebezpieczny sposób: pisać i malować
byle co, a zarazem bronić tego czegoś jako przejawu indywidualnej ekspresji,
zrozumiałej przynajmniej dla autora (wierzę zresztą, że zazwyczaj tak
jest!).

Definiując przez podanie przeciwieństwa zauważyłbym: sztuka nowoczesna
(nowoczesna forma sztuki) nie cierpi ornamentyki, czyli (w moim tutaj
rozumieniu) starannego powielania tych samych motywów. Ma to jakiś związek z
ucieczką od rymu i rytmu w poezji - nie tylko dlatego, że się trzeba
napracować, ale i dlatego, że w mózgu współczesnego człowieka nie ma nawyków
układania, porządkowania, zapamiętywania złożonych struktur. Zrymowanie
jakiejś piosenki może być miłe z uniwersalnych względów (melodia, rytm
odbierane zmysłowo), ale jako przekaz intelektualny wydaje się narzuceniem
czegoś... Odbiorca zwraca wtedy większą uwagę na formę i nie może się skupić
na treści, co oczywiście przeszkadza - w myśl klasycystycznej formuły, że
najlepszy jest taki styl (= forma), którego nie widać. Zwracamy uwagę na
formę, bo nie jest ona taką formą, jaką się posługujemy. Gdybyśmy w
dzieciństwie układali wiele wierszyków i komunikowali się za ich pomocą
(choćby ucząc się za pomocą wierszyków różnych regułek matematycznych, list
państw, gatunków zwierząt etc.), mniej by nas uderzał przestawiony szyk czy
przerzutnia. Formę trzeba znać - również z jej potencjalnymi sztucznościami,
wadami - aby odbierać przekaz (treść) bez wysiłku.

Dodałbym jeszcze inne zagadnienia: a co z powszechnym w sztuce "niskiej"
naturalizmem (realizmem, naśladownictwem rzeczywistości - moje wrażenia z
oglądania teraz fillmów z lat siedemdziesiątych są nieciekawe: widzę np.
grube triki filmowe, schematyczność gry aktorskiej). Co z rozwojem techniki,
który pozwala powielić każdy element fotograficznie i komputerowo,
zmieniając go przy tym za pomocą różnych morfingów (stąd może nowoczesna
niechęć do ornamentyki, jako dzieła maszyny, a nie powodu do zachwytu nad
kunsztem warsztatowym roboty RĘCZNEJ)? Co wreszczie z Toefflerem, z jego
koncepcją trzeciej - postindustrialnej - kultury,  w której samodzielne

Teleekspressu) jest naturalne i konieczne, bo nikt nie daje pełnego i w
pełni uformowanego obrazu całości? To ostatnie prowadziłoby do atmy, naszego
poety będącego dla mnie archetypowym przedstawicielem sztuki (= formy)
nowoczesnej - jego utwór o WTC podkreśla wizualny aspekt kultury, gdy obraz
(już jako podstawowy element układanki) zwycięża ze słowem. Dla atmy - jak
ja to rozumiem - obraz prowadzi do innego obrazu (a nie słowo prowadzi do
obrazu) co jest niebezpieczne.

Marek P.



To nie jest takie proste jak ci sie wydaje.
Masz prawo miec wlasna ulubiona forme poezji, ale to nie znaczy, ze poglad
ten czy raczej opinia ma obowiazywac wszystkich.


Twierdzilem kiedys inaczej?

Czytajac twoje recenzje
prezentowanych na liscie tekstow, zauwazam u ciebie pewna zadziwiajaca
tendencje do splaszczania i wyrownywania wszystkiego do jednego poziomu.


Moze moglbys na ten temat nieco jasniej. Nie bardzo rozumiem, jaka tendencje
do splaszczania?

Nie
bede zaglebial sie w to, czy ten poziom jest wysoki czy niski, poniewaz
chodzi mi zupelnie o co innego. Tak jak wszytko to co nas otacza, poezja
rowniez ma prawo byc urozmaicona.  A wiec moze byc prosta w formie jak i
bardzo rozbudowana.


Wciaz nie wiem, czego ode mnie oczekujesz? Zebym dla Twojego dobrego
samopoczucia zmienil swoje poglady na temat tego co jest dobra poezja, a co
jest zla?

I takie stwierdzenie, cytuje: "pieprz te aluzje,
synonimy i metafory" jest swiadomym zubozaniem ogólno ludzkiej kultury.


Doprawdy? Ciekawe z czym kojarzy Ci sie slowo "pieprz", ze dochodzisz do
takich wnioskow?

Przeciez wiersz ma byc sztuka, a nie jakas tam kultura masowa. Wiersz to
nie
hamburger z Mac`donalda, ktory ma miec zawsze taki sam smak, to nie
reklamowka z telewizora, ktora ma dotrzec do kazdego. Bardzo prosze,
oceniaj, krytykuj ile wlezie, ale nie wyrownuj do jednego poziomu.


Wiersz to nie hamburger, nie reklamowka, zrozumialem. Ale co z tym
wyrownywaniem?

Sa rozne formy poezji: piesni, sonety, limeryki etc. etc. Wiersz moze miec
takze oryginalna forme, ale niech nie bedzie tylko zlepionym przpadkowo
zbiorem tytulów z prasy kobiecej czy zlepkiem prostych slow-hasel.


Zaczynam powoli rozumiec.

"Male jest piekne" - to prawda, ale "proste jest piekne" juz tak dobrze nie
brzmi :-).


Niestety, "proste jest piekne" jest haslem i madroscia w sztuce odwieczna i
kazdy, kto probuje te zasade zlamac ociera sie o kicz.
Nie przecze, sa milosnicy literatury baroku, ale dla mnie to okres podobny
do rozowej tapety w sypialni. Barok w muzyce tworzyl arcydziela, w
literaturze glownie grafomanie.
Kazda epoka, kazdy okres w historii cywilizacji ma swoj nerw, swoj rytm,
swoj jezyk. Dla Kochanowskiego forma piesni, fraszki, trenu byla chlebem
powszednim. Opisywal swe mysli przy uzyciu technik, ktore byly dla niego tak
naturalne, jak dla nas ow hamburger. Dzis swiat wyglada zupelnie inaczej.
Inne jest tempo zycia, malo kto ma cierpliowsc i czas na wnikanie w
klasyczne formy, malo kto ma czas na mozolne ich konstruowanie, malo kto
odczuwa taka potrzebe. Fakt, ze wspolczesna poezja to mocno skondensowana i
oryginalnie zwersyfikowana proza nie jest dowodem na zanikanie poziomu
kultury, a jedynie odzwierciedleniem rytmu zycia wspoczesnego czlowieka.
Dzis rzadko mowimy okraglymi zdaniami, uzywamy skrotow myslowych, zargonu,
slangu. Literatura nie moze byc gdzies z boku, nie moze udawac, ze ludzie sa
inni. Jesli chce znalezc odbiorcow, a niestety, WASZE PISANIE BEZ CZYTELNIKA
JEST KOMPLETNIE BEZZASADNE, musi mowic jego jezykiem. Nie chce czytac
ksiazki, ktora zaserwuje mi styl rodem z poczatku wieku. To mnie zmeczy,
sprawi, ze nie wnikne w jej tresc, ze pozostane obojetny, traktujac owo
pisanie jak zabytek, zabytkiem tez mozna sie cieszyc, ale tylko tyle,
przezyc sie go raczej nie da.
Dlatego moje "pieprz" mialo oznaczac, zebys zaniechal konstruowania utworu w
sposob, ktory zabija jego wiarygodnosc. Trzeba mistrza, zeby w klasycznych
formach utkac tresc w sposob, ktory poruszy czlowieka konca wieku XX.
Proponuje, bys nie zastanawial sie nad forma, ona przyjdzie sama. Pisz o
tym, co czujesz i chcesz przekazywac prostymi slowami, wtedy bedziesz mial
szanse przekonac sie sam przed soba, czy rzeczywiscie masz o czym pisac i
czy przypadkiem w ten sposob nie mowisz wiecej i wyrazniej.
A proste slowa to nie slowa prostackie. Istnieja w nich metafory, przenosnie
i wszystko co sobie zyczysz, ale to bierze sie z pisania, a nie z zalozen
konstrukcyjnych.
Oczywiscie jak widac zbyt wczesnie zrezygnowalem (to przez Ciebie, Marcin!)
z dopiskow informujacych, ze to tylko moje poglady i nikomu nie chce niczego
narzucac. Mozesz pisac wiersze jakie sobie chcesz, a na moje pisanie mozesz
nie zwazac, albo zalozyc sobie filtr, ale pozostaw mi swobode wypowiadania
wlasnych mysli nawet jesli nazywasz je splaszczaniem poezji, czego nie
rozumiem.
Moje splaszczanie - moje prawo.
O czyms, wydaje mi sie, zapomnialem, ale pewnie ten temat jeszcze powroci,
wiec zdaze dodac.

Pozdrawiam
Dariusz Bilski

Teatr Imienia Rozy Van Der Blaast
www.pdi.net/~blaast


| (a dokladniej w kilku, wybralam watki, do ktorych chce sie
ustosunkowac)

| Swoja droga nie dostrzeglem jakos tego drugiego dna. Woland moglby
| bezproblemowo powtorzyc swoj wyczyn w kazdym z wiekszych miast
| europejskich
| nie potrzebowalby do tego Moskwy.

| Czy zatem nadal twierdzisz, ze to powiesc : "zdezaktualizowana o
znaczeniu
| doraznym"?

| Bulhakow krytykuje w swojej powiesci komunistyczne realia - tak twierdzi
| wielu znawcow i nawet Krystian Lupa w swojej zapowiedzi spektaklu - ale
| jakos mu to nie wychodzi , bo nie zauwaza , ze ludzie sa praktycznie
| wszedzie podobni.

sami
ludzie sa podobni (to by bzdura byla) , ale o fakt , ze Woland poslugujac
sie swoimi sztuczkami nie mialby problemu z wejsciem w ZADNE instytucje.
Zadzialalyby inne mechanizmy , itp. itd. Dlatego wlasnie M&M jako krytyka
komuszej Moskwy jest chybiony , bo Woland ze swoimi zdolnosciami nie
mialby
problemow NIGDZIE.
Natomiast ukazanie takich , a nie innych mechanizmow w takich , a nie
innych
realiach powoduje , ze M&M jest juz obecnie zdezaktualizowany.

Rad.


To jest chyba problem twojego spojrzenia - perspektywy. Nawet na moment nie
chcesz na to spojrzec z innej.
OCZYWISCIE ze Woland nie mialby problemow z wniknieciem w jakiekolwiek

fatalnie swiadczy O LUDZIACH  - o nas, bo wychodzi na to, ze albo jestesmy
tak slepi na zlo, albo tak podobni do Wolanda &Co (jak nazwales), ze nie
zauwazamy (gremialnie) jego przybycia. I jeszcze to, ze swoim zachowaniem
takie przybycie umozliwiamy.

Poza tym wszystkim ciagle zapominamy, ze M&M to BAŚŃ i rzadzi sie prawami
basni. Pytac o sens przybycia Wolanda do Moskwy, to jak pytac skad sie wzial
kot w butach we wsi Jaska Mlynarza i dlaczego Krolowa Sniegu potrzebowala
lustra (ktore w jednej z wersji rozbijaja diably).
O to wszystko nie mozna pytac. Mozna tylko czytac w stylu: "Pewnego razu do
Moskwy przybyl szatan..." - i co z tego wyniklo.
A wyniklo z tego zestawienie burzacych normalnosc i powodujacych choroby
psychiczne, ale w wykonaniu zabawnych niekiedy, a w formie opisu zajujacych
do koniuszkow palcow wybrykow diablow z nienormalnoscia "normalnosci"
spoleczenstwa tego miasta. W tym wszystkim, w calym tym kociokwiku bylo
dwoje, ktorzy sie kochali.
Nie trzeba (jezeli ktos nie chce) doszukiwac sie tu czegos wiecej, by
powiesc miala niepowtarzalny czar i magie.

Techniki, ktore stosujesz do zdeprecjonowania prozy Bulhakowa pozwola ci
zniszcyc kazda dobra powiesc (i nie tylko powiesc) - Marqueza, Cortazara,
Dostojewskiego, Prousta, Joice'a, Kafke..... - tylko po co? Czy naprawde
niszczenie najwspanialszych basni fatalnego XX wieku poprawiloby ci
samopoczucie lub ulepszylo swiat, w ktorym zyjesz? Koniec koncow swiat
sitcomow i reality show i plytkich "propornograficznych" komedii i
brutalnyego mordobicia?

Nie rozumiem
Magha



Nowoczesniejszy ? Nie rozumiem. Chcesz powiedziec ze blizszy nam, Polakom
zyjacym na
przelomie XX i XXI wieku ?


Mniej wiecej tak, ale mam na mysli nie tylko Polakow. Swiat Tolkiena jest po
wiktoriansku nudny i statyczny.

Sapkowski w calej "wiedzminskiej" tworczosci mruga do nas okiem, mowi:
"patrzcie, to
dojrzala proza, tutaj ocalenie krolewny nie oznacza slubu z nia, ksiaze
zachowuje
sie jak wladyka prawdziwego ksiestwa, jest brudno itd." Ale to jest tylko
sztafarz,
forma. W komiksie twarz jednego z panow moze byc dziwnie znajoma ... ciekawe,
prawda
? W wywiadach Sapkowski uparcie twierdzi ze wyszukiwanie w jego tworczosci
analogii
do Polskiej Rzeczywistosci jest naduzyciem. OK, tylko czy czytajac Tolkiena
widzisz
u Saurona twarz Hitlera (albon Stalina, albo Mussoliniego itp.) ? Nie. To jest
ta
roznica.


IMO mocno nadinterpretujesz. Sila prozy Sapkowskiego jest ciekawa i zgrabna
kompilacja wydarzen z calej historii powszechnej. Chyba nie powiesz, ze na
przyklad
haslo "MAKE LOVE NOT WAR" wymyslono w PRL.

Twierdze ze swiat Sapkowskiego jest rownie infantylny jak swiat "Klanu", albo
"Na
dobre i na zle" (bo seriale poludniowoamerykanskie potrafia miec wiecej
humoru, a
babeczki w Brzyduli sa np. niesamowicie kobiece :-)))) ). NIe uwazam tych,
ktorzy to
ogladaja, czytaja itp. za "nieinteligentnych". Absolutnie nie. Natomiast nie
widze
racjonalnego uzasadnienia dla twierdzenia ze te historie sa wiarygodne. Sa tak
stworzone jak "Wiedzmin" komiks (jak ktos nie wie, to Polch narysowal, a
nastepnie
kserowal rysunki tak dlugo, az byl zadowolony).


Zupelnie nie rozumiem Twoich porownan. Nie moge jednak podjac dyskusji bo
 nie widzialem ani jednego odcinka Klanu  i nie znam _zadnego_ bohatera tejze
telenoweli.(nie wiem czy uwierzysz) Chyba jednak nie twierdzisz, ze generalnie
w telenowelach mozna znalezc jakies intrygujace odniesienia do wydarzen
historycznych?

To tylko odbicie widzenia swiata
przez nas, Polakow (albo slowian, w koncu wiedzmin jest popularny i w Rosji, i
w
Czechach), pod koniec XX wieku. Ale fakt ze jest nam bliski nie tworzy z tego
arcydziela.


Nie zgadzam sie. Mechanizmy Swiata sapkowskiego sa uniwersalne. Nie tylko
folklorystyczno/słowianskie. Owszem tony wschodnioeuropejskie pobrzmiewaja
ale nie dominuja. Generalnie nie rozumiem Twojego frontalnego ataku. Bedac
umiarkowanym zwolennikiem czuje sie nieledwie jak fanatyk AS'a.

Nie rozumiem stwierdzenia ze u Tolkiena nie ma religii. Nie ma jej w naszym
rozumieniu, nie ma kaplanow ... Ale, znasz mity greckie, prawda ? Wiec pokaz
mi tam
kaplanow.


Sa bogowie (wprawdzie bardzo ludzcy), sa wyrocznie, pytie, westalki.
Ksiezy kosciola powszechnego oczywiscie nie ma. ;-)))

Pokaz mi w mitologii germanskie/slowianskiej/celtyckiej religie w Twoim
rozumieniu.


A taki Thor to Twoim zdaniem kto?

My musimy miec kaplanow bo nie potrafimy sami porozmawiac z Bogiem, bez
posrednika. Herakles mial wiecej mozliwosci :-) Elfy nie potrzebuja


posrednikow. :-)

Inna jest religijnosc ludow Polnocy, a inna ludow Poludnia. Ale moim zdaniem to
jest wlasnie czesc szerszego zjawiska - oczywistych roznic kulturowych.

| To calkiem rozsadny powod zeby ja przeczytac.

| Widze, ze w tym miejsu sie rozumiemy ;-)

Tak, ale to rowniez zagrozenie. Liczba rzeczy "do poznania" wzrasta
proporcjonalnie
do wzrostu ludnosci (wiecej ludzi tworzy, wieksza szansa na "wazne dzielo",
wiecej
"dziel", wiecej trzeba znac).


Cóz, jestesmy skazani na wybieranie.
Moim zdaniem Tolkien  nalezy do kanonu bezdyskusyjnego.
A na przyklad, zeby nie odbiegac daleko Sapkowski, chociaz podobal mi sie
bardziej,
 juz sie do niego nie zalapuje. Z uwagi na offtopic proponuje powoli konczyc
nasza dyskusje.

Pozdrawiam,


Bergsonizm.

Młoda Polska to epoka wyrastająca ze sprzeciwu wobec ideałów pozytywizmu, który hołdował stałym wartościom i uczuciom oraz nauce, a co za tym idzie – poznaniu intelektualnemu. Zwracała się natomiast w stronę założeń romantyzmu związanych z wartościami bardziej nieuchwytnymi, stąd jej inna nazwa: neoromantyzm (nowy romantyzm).
Jednym z najwybitniejszych myślicieli tego okresu jest Henri Bergson, francuski filozof i pisarz, żyjący w latach 1859-1941. Pochodził z żydowskiej rodziny, był synem żydowskiego kupca z Warszawy, a matka pochodziła z Wielkiej Brytanii, gdzie osiedliła się cała rodzina. Był członkiem Akademii Francuskiej i profesorem College de France. Jego dzieła, to m.in. „O bezpośrednich danych świadomości”, „Wstęp do metafizyki, intuicja filozoficzna”, „Ewolucja twórcza”, „Energia duchowa”, „Dwa źródła moralności i religii”. W 1927 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury.
Od jego nazwiska nazwano bergsonizmem kierunek filozoficzny z przełomu XIX i XX wieku. Filozofia ta zwrócona była przeciwko racjonalizmowi. Bergson głosił, że główną rolę w poznaniu odgrywa nie rozum, lecz intuicja. Uważał, że intelekt niedostatecznie poprawnie opisuje rzeczywistość, gdyż tworzy tylko pojęcia opisujące zjawiska trwałe, stałe, co prowadzi do uogólnień i upraszczania rzeczywistości, która nieustannie się zmienia, podlega ewolucji. Tutaj wkracza intuicjonizm, zakładający, że to intuicja jest zdolna do bezpośredniego poznania rzeczy i stosunków między nimi, gdyż to instynkty doświadczają rzeczywistości w jej ciągłości, bez wynaturzeń.
Jednym z kluczowych haseł bergsonizmu była koncepcja èlan vital, czyli pędu życia, który sprawia, że natura wciąż dąży do rozwoju. Zakładała ona istnienie w człowieku wewnętrznej energii witalnej, nadającej dynamizm istnieniu. Była to twórcza siła, będąca motorem rozwoju świata żywych, stanowiąca podstawę wszelkich działań duchowych i artystycznych. W tym kontekście życie człowieka było traktowane jako strumień doznań i działań.
Bergson zajmował się także problemem czasu i jego względności. Uważał, że postrzegamy zawsze tylko pewne momenty czasowe, tylko czasami zdajemy sobie sprawę z tego, że czas upływa, ale mimo to tworzymy pojęcie ciągłego, nieustannie upływającego czasu. Tymczasem trwanie, stawanie się to coś innego niż czas mechaniczny. Obok czasu uniwersalnego istnieje czas przeżywany - czas psychologiczny.
Bergson rozróżniał dwa źródła religii: statyczny i dynamiczny. Religia statyczna jest wynikiem działania psychologicznych reakcji i mechanizmów obronnych. Kształtuje ją obawa i obrona przed dezintegracją społeczeństwa ukształtowanego m.in. przez nakazy i zakazy religijne, myśli o śmierci stwarzające domysły dotyczące życia po niej, a także lęk przed przyszłością, który podsuwa idee bóstw opiekuńczych. Religia dynamiczna wykracza poza potrzeby tymczasowe, przemijające. W niej człowiek wierzący w sposób mistyczny i transcendentny zmierza ku Bogu.
Bergsonizm wywarł duży wpływ na kształtowanie się późnego symbolizmu (według, którego poezja powinna oddziaływać na odbiorcę nie w sposób intelektualny, ale emocjonalny i wrażeniowy), witalizmu (kult aktywności, ruchu, dynamizmu, życia) i futuryzmu (wskazującego na wyższość poznania intuicyjnego nad rozumowym), ekspresjonizmu (zwracającego się w stronę irracjonalizmu) oraz charakterystycznej dla prozy XX wieku techniki strumienia świadomości (monolog wewnętrzny, zapis wewnętrznych stanów psychicznych, swobodne operowanie czasem).
Wpływy tej filozofii można też odnaleźć w literaturze tamtego okresu i to zarówno w literaturze zachodnioeuropejskiej („W poszukiwaniu straconego czasu” M. Prousta, „Ulisses” J. Joyce’a), jak i w polskiej (poezja B. Leśmiana).

Bibliografia:
• Encyklopedia szkolna – język polski, wyd. Greg
• Encyklopedia podręczna – wyd. Kluszczyński
• Wikipedia
• Wikicytaty
• Encyklopedia WIEM

____________________________________________________________________________________

_Mithrandir

Wszelkie uwagi i sugestie proszę kierować na PW autora.
Redakcja nie bierze odpowiedzialności za ewentualne problemy wynikłe z korzystania z zasobów niniejszego Kompendium.

Klaus Schulze

Dosburg Online



Oto jeden z najlepszych live-albumów Klausa Schulze. Obok typowych dla KS w tym okresie instrumentalnych impresji znajdziemy na 'Dosburg Online' dwie kompozycje z głosem śpiewaka operowego w roli głównej. Paleta dźwięków znienacka poszerzona zostaje o brzmienia melotronowe, ponadto zaś zamieszczono tu wieloczęściowy, dynamiczny utwór będący brawurowym rozwinięciem pomysłów na 'schulzeańskie techno', eksplorowanych na albumie 'Are You Sequenced?' Na początek zwiedzamy przymglone równiny podobne miejscom, jakie odmalował przed oczami słuchacza Klaus Schulze na filmowej płycie 'Le Moulin de Daudet'. Dźwiękowy pejzaż ma podobnie pastoralną atmosferę, muzyka jest niebywale zwiewna, idealnie oddaje nastrój rodzenia się wiosny po długiej, matowej zimie. Pojawią się tu nawet brzmienia melotronowe (te melancholijne roztopy zaskoczą swym nagłym zjawieniem nawet tych słuchaczy, którzy poznali już wydane w ramach 'Contemporary Works' nagranie 'Mellowtrone'). Utwór płynnie przechodzi w 'requiem dla marzyciela', w którym to utworze wkraczający tu po raz pierwszy na scenę śpiewak wiedzie swoją przygnębiającą, byc może inspirowaną prozą Zoli, opowieść. O niezamierzonej (no chyba!) śmieszności decyduje tutaj jednak fakt, iż pieśń intonowana jest w wyraźnym języku angielskim: trudno zachować w pierwszym momencie powagę przy operowo intonowanych słowach 'Who gives a shit about a common man'... Nawiasem mówiąc, natknąłem się kiedyś na krytykę tego utworu, której autor stwierdzał z rozgoryczeniem, iż nie po to wydał pieniądze na nową płytę Klausa Schulze, by słuchać quasi-wysubtelnionych operowym dotykiem bluzgów. Można to naturalnie zrozumieć; czysto muzycznie jednak jest 'Requiem' interesującym i (moim zdaniem) udanym utworem, głównie przez połączenie otwartej melodycznie linii wokalnej z mętnym, po van-goghowsku zasmarowywanym elektronicznym tłem trochę w stylu 'Valle de la Luna' ('Are You Sequenced?', CD1). Kolejny utwór (rozpościerający się na przestrzeni kilku indeksów) to gratka dla wszystkich miłośników schluzeańskiego mariażu dynamicznej elektroniki sekwencyjnej i wyrafinowanego techno - rytm jest tu chyba jeszcze bardziej elektryzujący, a elektroniczne solo jeszcze bardziej brawurowe, niż w najbardziej porywających momentach albumu 'Are You Sequenced?'! Po tak pierwszorzędnym, wielominutowym sekwencyjno-trance'owym bloku słuchacz znajdzie kolejną chwilę wytchnienia u malowanej pastelowymi barwami oazy - znów przenosimy się w atmosferę nastrojowego albumu 'Le Moulin de Daudet'. Atmosfera spokoju i wyciszenia będzie panować już aż do końca płyty - w ostatnim utworze zagości jeszcze tylko po raz drugi głos 'nieszczęsnego' śpiewaka operowego, tym razem jednak już chyba miej pozostawiający do życzenia. Mollowe pociągnięcia linii wokalnej na statycznym, bezlistnym rytmicznie tle pozwalają przez moment pomyśleć: tak brzmiałaby suita 'Voices of Syn' ('Blackdance', 1974) odbita w zwierciadle przełomu XX i XXI wieku... Album ze wszech miar godzien poznania.

Igor Wróblewski
(przedruk za zgodą generator.pl)

Sprawdź tę płytę w generator.pl

Czemuż to baśnie (bajki) nie są dla dzieci? Wręcz przeciwnie, są pisane z myślą o młodych. Wogóle od małego powinni w jakiś sposób pokazywać dzieciom świat.


widzisz, może obecnie tak, bo w tej chwili kiedy autor zaczyna pisać cokolwiek to sobie planuje dla kogo to jest przeznaczone itp. natomiast my mówimy o literaturze z XIX wieku. Nie istniało wtedy czytelnictwo stricte dziecięce. Docelowym adresatem sztuki był po pierwsze ktoś dorosły, po drugie kompetentny by rozumieć dane dzieło. Może przeżyjesz szok, ale nowele typu Antek czy Janko muzykant TAKŻE nie były pisane dla dzieci, tylko dla dorosłych i to na tyle bystrych, którzy potrafili wyciągać z tych opowiadań ukryte treści patriotyczne (odniesienia do zakazanych wieszczów Słowackiego i Mickiewicza), programowe (podobnie zresztą jak francuski naturalizm czy realizm - opis tego o czym się nie pisze, acz się mówi, czyli sytuacja chłopstwa, biedoty, analfabetyzm, praca o podstaw itp.)

Ja już dawno skończyłem szkołę i dziś stwierdzam, że mimo iż te utwory cholernie się zdezaktualizowały, to nadal czytelnik młody bez odpowiedniego przygotowania, wyrobienia w literaturze będzie czytał to jak miałką łzawą opowiastkę na dobranoc, która go nie interesuje...

W obu nurtach - baśń niemiecka, flamandzka (a Hoffmanna czytaliście?) oraz polski pozytywizm o dziwo pojawia się element fantastyczny - nie dlatego żeby było łatwiej czytać dzieciom. Fantastyka była specyficznym narzędziem, do różnorakiego użycia - od takiego które miało działać na podświadomość (tak tak wiek XIX to wybuch współczesnego okultyzmu, powrót zainteresowania magią, spirytyzmem, parapsychologią, mesmeryzmem), miało ujmować rzeczy i prawdy nie dające się łatwo opisać w sposób naturalistyczny, czy choćby miały zastosowanie praktyczne, wywołać grozę...

Jak na przykład traktować prozę Edgara Allana Poe? XIX/XX wiek? Obecnie czytelnikiem horrorów jest na ogół człowiek od nastu do np. 30-40 lat. Starszy człowiek raczej szuka w książce innych wartości, treści, szuka tam konkretnej wiedzy, opisu świata... Dawniej literatura grozy była literaturą bez konkretnego projektowanego czytelnika. Zresztą nie było takiego rozbicia na gatunki (zachęcam do czytania literatury z XIX wieku, ponieważ wiele gatunków tam ma swoje korzenie), niektóre formy trudno było nazwać na pewno fantastyką lub na pewno thrillerem. To co my rozumiemy jako fantastykę dziś jest ładnie porozdzielane na gatunki, dawniej granice były płynne, ponieważ te gatunki dopiero się rodziły.

Ja uwielbiam literaturę z XIX/XX wieku. A szczególnie zachęcam was do poszukania jakiejkolwiek prozy po polsku wydanej do np. roku 1930 - przecież ta polszczyzna była prześliczna, styl języka bardzo plastyczny, obrazowy, ogromna dbałość o estetykę. A nawet jeśli chcecie jakiś konkret i ma być mroczny, to choćby: Miciński (ale proza, np. Xiądz Faust, Do źródeł duszy polskiej), Jerzy Żuławski (Na srebrnym globie http://univ.gda.pl/~literat/glob/index.htm ), Józef Bohdan Dziekoński (jakoś mało w szkołach się o nim mówi, albo wcale - moje hasło na wiki: http://pl.wikipedia.org/w...Dzieko%C5%84ski ), Roman Zmorski (przezajebiste wydał Podania i baśni ludu, na wiki w ogóle nie wspomniane ) no i szukać szukać samemu. Jest ciekawej literatury polskiej naprawdę od groma i ciut ciut.

Cytat: Nowości książkowe na Krakowskich Targach Książki

"Wiersze ostatnie" Czesława Miłosza, "Śnieg" Orhana Pamuka, "Powolny człowiek" Johna Coetzee, nowe książki Janusza Wiśniewskiego i Katarzyny Grocholi - to nowości, które wydawnictwa przygotowały na rozpoczynające się w czwartek Krakowskie Targi Książki.

"Wiersze ostatnie" Czesława Miłosza, tom zawierający utwory z ostatniego okresu życia autora, powstałe już po tomie "Druga przestrzeń" z 2002 roku, opublikowało wydawnictwo Znak. Są tu zarówno osobiste wyznania dotyczące zmagania się ze starością, jak i wiersze-modlitwy, szukające drogi do przeniknięcia tajemnicy, która odsłania się, kiedy - jak pisał poeta- "wchodzimy w Inne, poza czas i przestrzeń".

Na targach nie zabraknie jedynej przełożonej na polski powieści tegorocznego laureata literackiego Nobla - tureckiego pisarza Orhana Pamuka. Opublikowany przez Wydawnictwo Literackie "Śnieg" to studium korzeni współczesnego terroryzmu. Nowością targową jest też polskie tłumaczenie najnowszej książki laureata literackiego Nobla z 2003 roku - Johna Maxwella Coetzee - "Powolny człowiek". To powieść o starości i miłości do dwu kobiet - ciepłej i kobiecej pielęgniarki oraz tajemniczej intelektualistki.

Nowości przygotowali pisarze z czołówek list bestsellerów - Janusz Wiśniewski proponuje tym razem zbiór opowiadań o miłości - "Molekuły emocji" (Wydawnictwo Literackie), a Katarzyna Grochola - powieść "A nie mówiłam" (WAB).

Na kilka tygodni przed targami ukazała się też najnowsza powieść gwiazdy literatury brytyjskiej - Zadie Smith. Podobnie jak bestsellerowe "Białe zęby" powieść "O pięknie" (Znak) opowiada historię dwóch rodzin; w ich losach odbijają się problemy wielokulturowych współczesnych metropolii.

Na targach premierę będzie miała nowa książka amerykańskich dziennikarzy Stanleya Clouda i Lynne Olson, autorów bestsellerowej w Polsce "Sprawy honoru". "Chłopcy Murrowa" (opublikowana przez wydawnictwo Andrzej Findeisen) to historia utalentowanych dziennikarzy CBS, którzy kształtowali standardy pracy reporterskiej na przełomie lat 30. i 40. Jako jedni z niewielu dziennikarzy tamtych czasów relacjonowali wydarzenia wojenne wiele uwagi poświęcając sprawom Polski i Polaków.

Nie zabraknie też najnowszej polskiej prozy. Wśród propozycji WL znalazła się też najnowsza powieść Jerzego Sosnowskiego "Tak to ten". Jej bohaterem jest dziennikarz prowadzący nocny program radiowy, który trafia na ślad tajemniczej przeszłości zburzonego doszczętnie podczas wojny Kołobrzegu.

Nową powieść proponuje także Stafan Chwin. "Dolina Radości" (wydawnictwo Tytuł) to historia życia Eryka Stamelmanna, makijażysty gwiazd filmowych i polityków, która prowadzi czytelnika z Gdańska początku XX wieku przez Monachium, Berlin, wojenną Warszawę, Moskwę i zataczając wielki krąg na mapie Europy, powraca do Gdańska.

Wszystko OK, tyle tylko że link:
http://www.men.gov.pl/lek...a_polska_zp.php

i pozostałe to są właśnie elementy nowej listy. - tyle że już wprowadzone.

Stara (do 30.11.2006) lista jest tutaj:
http://www.men.gov.pl/prawo/rozp_155/zal_2.php
http://www.men.gov.pl/prawo/rozp_155/zal_4.php
czyli:
liceum
Lektura

1. Literatura polska:
(konteksty biblijne, antyczne i inne; kontynuacje i nawiązania)
Bogurodzica w kontekście poezji średniowiecznej; J. Kochanowski - pieśni i treny (wybór); poezja baroku (wybór); I. Krasicki - satyry i liryki (wybór); A. Mickiewicz - Pan Tadeusz, Dziady cz. III; wybrane sceny z dramatów romantycznych (J. Słowackiego, Z. Krasińskiego); wybór poezji romantycznej (w tym: A. Mickiewicza, J. Słowackiego, C.K. Norwida); B. Prus - Lalka; E. Orzeszkowa - Nad Niemnem (fragmenty); wybór nowel pozytywistycznych; H. Sienkiewicz - wybrana powieść; wybór poezji młodopolskiej; S. Wyspiański - Wesele; W. Reymont - Chłopi, t. 1: Jesień; S. Żeromski - Ludzie bezdomni, Przedwiośnie; W. Gombrowicz - fragmenty prozy; wybrany utwór z prozy polskiej XX w. (np. M. Dąbrowskiej, Z. Nałkowskiej); wybrany dramat XX wieku (S. Mrożka, S. Różewicza); T. Borowski - wybrane opowiadania; G. Herling - Grudziński - Inny świat; wybór poezji polskiej XX w. (w tym: B. Leśmiana, L. Staffa, J. Tuwima, M. Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej, Cz. Miłosza, K.K. Baczyńskiego, T. Różewicza, Z. Herberta, M. Białoszewskiego, W. Szymborskiej, S. Barańczaka, J. Twardowskiego); wybrane fragmenty prozy dokumentalnej (reportaż, dziennik, pamiętnik) i eseistycznej; utwory współczesne zaproponowane przez uczniów i nauczyciela; inne teksty kultury (spektakle teatralne, filmy, utwory muzyczne, obrazy, słuchowiska, programy telewizyjne, teksty prasowe),

2. Literatura powszechna:
wybrany klasyczny dramat starożytnej Grecji; Horacy - wybór pieśni; W. Szekspir - wybrany dramat; Molier - wybrana komedia; W. Goethe - Cierpienia młodego Wertera; wybrana europejska powieść XIX wieku; J. Conrad - wybrany utwór; wybrana powieść XX wieku

gimnazjum:
1. Wybrane utwory z klasyki światowej:
Biblia (fragmenty); mitologia (wybór); Homer: Iliada lub Odyseja (fragmenty); Sofokles: Antygona; Pieśń o Rolandzie (fragmenty); W. Szekspir: Romeo i Julia; M. Cervantes: Don Kichote (fragmenty); K. Dickens: Opowieść wigilijna lub Dawid Copperfield (fragmenty); A. Czechow: wybrana nowela; A. Saint-Exupéry: Mały Książę lub Nocny lot; E. Hemingway: wybrane opowiadanie.

2. Wybrane utwory z klasyki polskiej:
Bogurodzica; J. Kochanowski: wybrane fraszki, pieśni, psalmy, treny; wybór poezji barokowej; I. Krasicki: wybrane bajki i jedna z satyr; A. Mickiewicz: wybrane bajki i ballady, Dziady cz. II, Pan Tadeusz (fragmenty); J. Słowacki: Balladyna (fragmenty); A. Fredro (Zemsta); H. Sienkiewicz: wybrana nowela; B. Prus: wybrana nowela; S. Żeromski: Syzyfowe prace, wybrana nowela.

3. Wybór liryki XIX wieku, wybór poezji XX wieku.

4. Wybór nowelistyki XIX i XX wieku (w tym co najmniej jeden utwór pozytywistyczny).

5. Wybrane utwory współczesnej prozy polskiej i dramatu.

6. Wybrane utwory o dorastaniu, w tym powieści dla młodzieży.

7. Przykłady pamiętnika, dziennika, korespondencji literackich, reportażu, w tym A. Kamiński: Kamienie na szaniec; M. Białoszewski: Pamiętnik z powstania warszawskiego (fragmenty).

8. Przykłady literatury regionalnej, wkład literatury regionalnej do ogólnopolskiej skarbnicy literackiej.

9. Wybrane z czasopism i prasy codziennej teksty publicystyczne, informacyjne, reklamowe.

10. Utwory zaproponowane przez uczniów i nauczyciela, w tym literatura popularna (co najmniej jeden w każdej klasie).

11. Inne składniki kultury (np. przedstawienia teatralne, filmy, słuchowiska radiowe, programy telewizyjne, przekazy ikoniczne, poezja śpiewana).

Została ona uzupełniona przez Giertycha rozporządzeniem z 30.11.2006:
http://bip.men.gov.pl/akt...enia_301106.pdf
i rzeczywiście pojawił się tam Sienkiewicz w szerszym zakresie. Aktualna propozycja jest jak rozumiem kolejną "iteracją". Czy najlepszą - nie wiem.

[ Dodano: Pią Cze 01, 2007 20:47 ]

a jednak mozna

Przyznam, że o Bocianej wiosce to wiem, ale że jest tyle innych ciekawych wsi tematycznych, nie miałam pojęcia
Cytuję fragmenty opisów tych wsi, ale bardzo polecam przeczytanie całości

Wieś książki

Szukając sposobu na ożywienie gospodarki swej wsi mieszkańcy Purgstall (Mostviertel, Dolna Austria) zdecydowali się na założenie wioski książek. Tym samym włączyli się w światową sieć miast i wsi książek. Idea wsi i miast książek rozwija się od 1961 roku, kiedy to Richard Booth rozpoczął...

Wieś chleba

Mała belgijska wieś Bovenistier, licząca 370 mieszkańców, wyrwała się z uśpienia i społeczno - gospodarczej zapaści dzięki chlebowej specjalizacji. Dzisiaj znana jest, jako wioska chleba. Temat chleba wybrano ze względu na: tradycję uprawy zbóż, piekarnię działającą jeszcze we wsi, szkołę dla piekarzy w pobliskim miasteczku. Pomysłodawcą utworzenia wioski chleba był Vincent Legrand...

Makowa wieś - Armschlag

Armschlag - jeszcze do niedawna zapomniana, leżąca wśród lasów dolno austriackiego regionu Waldviertel, mała wieś bez perspektyw (35 domostw, 80 mieszkańców). W ostatnich latach odwiedza ją do 40 tysięcy gości rocznie. Przemiany we wsi rozpoczęły się w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Ich podstawą stały się odtwarzane tu od 1985 rok...

Wieś celtycka

Wieś Szwarzenbach, w której brakowało miejsc pracy i szans na przyszłość, odżywa na nowo dzięki dziedzictwu przeszłości, a dokładnie historii Celtów. Archeolodzy z Wiedeńskiego Instytutu Archeologii odkryli tu dowody istnienia rozległego osadnictwa celtyckiego. W czasach panowania Juliusza Cezara (100 pne – 44 pne ) było tu największe miasto celtyckie w rejonie wschodnich Alp...

Owcza wieś

W 1990 roku francuskich hodowców owiec dotknął kryzys. Ze względu na konkurencję z Nowej Zelandii i Australii, raptownie spadły ceny na mięso jagniąt i wełnę. W gminie Vasles w regionie Poitou-Charentes we Francji postanowiono wtedy, że zamiast zwykłej hodowli owiec będzie tu prowadzona hodowla spełniająca wymogi ekologiczne, że mięso i wełna z tej okolicy będą...

Wieś harmonii i pełnego rozwoju

Wioska Grossschönau, należąca, jeszcze niedawno, do najbiedniejszych w okręgu Waldvierte (Dolna Austria): z dala od szlaków komunikacyjnych, skazana na rozdrobnione rolnictwo, wyludniająca się, rozwój swój zawdzięcza różdżkarstwu. Na początku lat osiemdziesiątych XX wieku Josef Bruckner, kierownik miejscowej szkoły, wytyczył...

Bociania wioska

Polska jest europejską ostoją bociana białego
http://www.polska.pl/przy...e.htm?id=71752. Co roku przylatuje do nas około 41 tysięcy par ze 160 tysięcy żyjących na świecie. Znaczna część polskiej populacji bociana żeruje w dolinach i rozlewiskach rzek Warmii, Mazur i Podlasia. Znaleźć tam można wsie, w których jest więcej bocianich gniazd niż ludzkich domostw. Najbardziej znaną z nich...

Wieś kowalska

Gmina Ybbsitz w okręgu Mostviertel Dolna Austria nazywana jest wsią kowalską. Tradycje kowalstwa sięgają tu XIV wieku. W XV i XVI wieku było w Ybbsitz około 90 kowali. Wyroby ich warsztatów znajdowały odbiorców od Rosji po Włochy. Wykorzystując Dunaj eksportowano je także do imperium otomańskiego. Razem z rozwojem przemysłu warsztaty kowalskie zaczęły upadać. Ich renesans...

Wioski UFO

Wieś Wylatowo, w gminie Mogilno na Kujawach, znana jest w Polsce i świecie z tajemniczych kręgów wygniecionych w rosnącym zbożu. Twierdzi się, że powstały one za sprawą UFO. Zaświadczają o tym dziwne światła pojawiające się na wylatowskim niebie i inne niesamowite zjawiska. Tajemniczymi znakami z Wylatowa zajmują się między innymi dziennikarz-ufolog Robert...

Wioska hobbitów

Pomysł utworzenia wioski hobbitów powstał w 1999 roku podczas pracy nad aktualizacją strategii rozwoju gminy Sianów w woj. zachodniopomorskim. Szukając czynników rozwojowych dla wsi tej gminy zauważono, że jedna z nich – Sierakowo Sławieńskie (mała wieś leżąca wśród lasów, z dala od ważniejszych dróg) ma krajobraz przypominający Shire, krainę hobbitów z kart powieści J. R. R. Tolkiena. Biorąc pod uwagę popularność prozy Tolkiena i to,
że w przygotowaniu była ekranizacja...

Pełny tekst

20 października ukaże się książka, która zapowiada się bardzo interesująco...

Andrzej Sapkowski, Stanisław Bereś - "Historia i fantastyka"

Kiedy do rozmowy zasiadają: najwybitniejszy przedstawiciel polskiej fantasy oraz znany historyk literatury i dziennikarz, muszą posypać się iskry. Rozmowy Stanisława Beresia z Andrzejem Sapkowskim to zapis spotkania dwóch indywidualności, odmiennych intelektualnie, światopoglądowo, a nawet charakterologicznie. Na kartach tej książki ścierają się zawodowa dociekliwość historyka literatury z żywym temperamentem i bujną osobowością dojrzałego, świadomego swej wartości pisarza - twórcy kultowego siedmioksięgu "wiedźmińskiego" i trylogii "husyckiej", który stał się objawieniem polskiej prozy przełomu XX i XXI wieku. Dialogi te nie są drętwym ględzeniem, którego celem jest polerowanie pomnika lub prawienie sobie duserów, ale pełną energii i zaskakujących reakcji, rzetelną debatą nad ważnymi kwestiami światopoglądowymi i artystycznymi, do których prowokują utwory pisarza. Nie jest to więc książka dla tych fanów fantastyki, którzy interesują się tylko śmiercionośną "drogą miecza" wiedźmina lub smaczkami podbojów miłosnych Reynevana (choć i o tym się tu rozmawia), ale raczej dla tych, których pasjonują sekretne związki historii i fantastyki, poglądy pisarza na literaturę i metody jego pracy twórczej. Choć nie ulega wątpliwości, że zarówno miłośnicy przygody, jak i smakosze ambitniejszych odmian fantasy znajdą w tych rozmowach coś dla siebie. Sapkowski jest bowiem równie intrygującym bohaterem jak powoływane przez niego do życia literackie postacie. Obdarzony ogromną wiedzą, pewien swoich racji, zaskakujący w gustach i sądach, szybki w słowie i reakcji, inteligentny i przewrotny, rzeczowy i podejrzliwy, a przy tym zawsze gotów do polemicznego starcia, jawi się w tym tomie jako wojownik fantastycznego never landu - jego twórca, ambasador i strażnik.

źródło: www.merlin.pl

EDIT (13.10.2005)
Przeglądałam wczoraj zapowiedzi książkowe i liczba pozycji, które wydają mi się bardzo interesujące, jest zatrważająca. :) Nie będę opisywać, wymienię tylko.
Jeszcze w październiku ukażą się: "Sztuka Świata Dysku" Pratchetta i Kidby'ego, "Penelopiada" Atwood - "Odyseja" z punktu widzenia Penelopy, bodajże pierwszy tom tej zapowiadanej serii nowych wersji starych opowieści i trzeci tom "Żywego srebra" :D
W listopadzie: "Kot w stanie czystym" (?) Pratchetta, siódmy, ostatni tom "Mrocznej Wieży" Kinga i "Ostatni kontynent" Pratchetta
W grudniu natomiast ukaże się wznowienie "Diamentowego wieku" Stephensona, w twardej okładce i w ogóle luksusowe, eleganckie, i zapewne bardzo drogie wydanie. ;)
W najbliższym czasie ukazać się ma też "Król bólu" Dukaja - o ile mnie pamięć nie myli, zbiór opowiadań, seria książek Bułyczowa, wznowienie podobno najlepszej książki Zelaznego, czyli "Pana światła", kilka książek Kaya, dalsze tomy "Cyklu barokowego" Stephensona, "The Scar" Mieville, czyli kontynuacja "Dworca Perdido"... I mnóstwo innych książek. Z mojej opracowanej dzisiaj listy zakupów wynika, że potrzebuję około 500 zł na absolutnie niezbędne zakupy. :P
Ach, a z nowości wydawniczych - niedawno ukazała się "Księga zagadek ze Świata Dysku" :D, antologia "Deszcze niespokojne" - polscy fantaści o IIWŚ (pierwsze opowiadanie w zbiorze jest autorstwa niejakiego Jarosława Grzędowicza. *mrug* ;) ) i "Dziedziczki" Pilipiuka.

Nie potrzebne słowa. Jeśli ktoś ma 14 lat i jest narodowcem piwowo-forumowo-wiecowo-meczowym, zapalającym się jak słoma do nieistotnych, siódmo- albo ósmorzędnych spraw (typu: wlepki, plakat), to i tak niczego nie zrozumie. Poza tym, wszystko i tak zależy od tego czy pojawi się geniusz, Pan, który sam sobie zrobi rewolucję. Ludzie mierni nie mogą niczego sami zrobić, a nawet jeśli, to będzie to słabej jakości.

Dmowski kiedy zakładał LN miał 29 czy 30 lat. Był więc zupełnie dojrzałym i poważnym człowiekiem. Postawił sobie cel, obmyślił jakie są konieczne, najprotsze, najbezpieczniejsze drogi do osiągnięcia celu i na nie wstąpił. RN niczego nie osiągnie, jeśli nie pojawi się kolejny taki człowiek. To oczywiście nie zależy od członków RN, ale warto pamiętać, że miernoty niczego nigdy nie osiągnęły.

Uważam że RN w takiej postaci, w jakiej występuje obecnie (sfery aktywności, retoryka, mentalność osób), jest mocno przestarzały. Ciągłe odwoływanie się do czynu fizycznego (typu: rewolucja, propagowanie, manify etc.) zdecydowanie odstraszają, bo wymagają zbyt dużo zbyt ryzykownej aktywności. Kto mając 30-40 lat będzie biegał po mieście z flagą i straszył zalęknionych przechodniów, równocześnie narażając się na areszt lub więzienie, utratę pracy i pozostawienie żony bez pieniędzy? Przydałoby się zmienienie trochę RN, nadanie mu bardziej arystokratycznej, elitarnej i intelektualnej formy. Postawić na jakość osób i myśli, a te same będą przyciągały myślących z całej masy niemyślących. W przeciwnym wypadku wychodzi tromtadracja, romantyzm, sentymentalizm, fideizm i słomiany zapał. Czasy się zmieniły i nie ma miejsca na rycerzy wiecowych. Przewrotu i zamachu stanu też się dzisiaj nie zrobi. Jak pouczał Dmowski, przy politykowaniu zawsze trzeba się opierać na takich przesłankach, które są najbardziej prawdopobne.

Trzeba się najpierw zastanowić co jest konieczne do sukcesu, a później: jak ten sukces najszybciej osiągnąć. Czyli: trzeba wykonać trochę pracy umysłowej (przeanalizować fakty, mieć wiedzę). Nie potrzeba wlepek, biegania i machania flagami ip. - to już niczego nie da, nie te czasy. Dziś masy są nieaktywne, wszystko czego pragną - mają w domu, w telewizji, komputerze. Jeśli ktoś myśli inaczej, pewnie i tak zostanie pokonany przez tzw. prozę życia i szybko zniknie.

Nie da się ukryć, że po chaosie XIX i XX wieku, świat odzyskuje swoją dawną, naturalną formę. Lud siedzi cicho (erotyka, sport, praca, kasa, turystyka etc.), władza oddala się od ludu i ludem rządzi (przebiegle wmawiając mu, że to ON rządzi) w sposób coraz bardziej nieograniczony. Władza się elitaryzuje, wycofuje do banków, lóź, sztabów wojskowych; jednym słowem: znika z ulicy, odrzuca masy. Raz na jakiś czas do mas trzeba wyjść, pokazać się, zapewnić że wszystko jest wspaniale etc. Ale masy są już nieistotne. Należy zatem się zastanowić gdzie jest władza i kto ją sprawuje (więc: wykonać pracę umysłową), zastanowić się jak zająć jej miejsce - ściślej: pozostawić ją tam gdzie jest, tylko zmienić jej treść, wyrzucić osoby ją sprawujące. A później to zrobić. Nie można mitrężyć sił i energii na rzeczy bezsensowne, bezcelowe, nieistotne, oddalające a nie przybliżające do sukcesu. Trzeba trochę pomyśleć - nie biegać i machać flagą. Ale widać że nikt tego nie rozumie, tak jak nie rozumiano Dmowskiego w samej LN. Niewielu zanim nadążało. I chyba w "Myśli Polskiej" ktoś ostatnio pisał, że po przeanalizowaniu felietonów i artykułów prasy endeckiej z któregoś województwa, okazało się, że ci endecy nie rozumieli Dmowskiego, tylko myśleli jak piłsudczycy.

Chyba najbardziej brakuje RN dojrzałych ludzi i poważnych myśli.

Dla Dhuaine a co nie wolno?

Z twórczością John Connolly' ego po raz pierwszy zetknąłem się przy okazji lektury jego debiutanckiej powieści „Wszystko martwe”. Jej głównym bohaterem jest expolicjant Charlie „Bird” Parker, który po tragicznej śmierci swojej żony i córki, zrzuca mundur i zostaje prywatnym detektywem. Od tej pory wraz z dwójką przyjaciół: zawodowym mordercą Louisem i genialnym włamywaczem Angelem, wspólnie prowadzą dochodzenia z pogranicza jawy i sennego koszmaru. Jednak Connolly to nie tylko autor poczytnych powieści, ale również twórca opowiadań zebrany w zbiór „Nokturny”.
Kiedy przeczytałem na okładce książki, że Connolly nawiązuje swoimi utworami do twórczości Howarda Philipsa Lovecrafta pomyślałem, że to jakiś żart. Byłem bowiem przekonany, że trzymam w ręce zbiór opowiadań będących połączeniem kryminałów z thrillerami. W przekonaniu tym, dodatkowo, utwierdził mnie spis treści, gdzie przy jednym z utworów było wyraźnie napisane – „Oko innego świata: Opowieść o Charliem Parkerze”. Tymczasem już dawno okładkowy blurb nie był tak blisko prawdy.
Rzeczywiście, część opowiadań zawartych w „Nokturnach” przypomina swoją konstrukcją oraz tematyką prozę „samotnika z Providence”. Ich akcja rozgrywa się głównie na początku XX wieku – najczęściej zaraz po zakończeniu I wojny światowej. Do zapomnianej przez Boga miejscowości przyjeżdża ktoś obcy – czasami jest to ksiądz, w innym wypadku turysta. Nieświadomy grożącego niebezpieczeństwa zaczyna badać historie okolicy i bardzo szybko natrafia na kult Starych Bogów. I chociaż nie padają tu nazwy Cthulu czy Dagon podobieństwo jest znaczne. Niestety opowiadania te nie dorównują oryginalnym dziełom Lovecrafta. Brakuje w nich atmosfery niesamowitości, długich opisów potęgujących napięcie czy wreszcie stopniowego pogrążania się bohaterów w szaleństwo. U Connelly'ego wszystko dzieje się bardzo szybko i zanim czytelnik zdąży wejść w klimat opowiadania następuje koniec. Szkoda, bo widać, że autor dobrze czuje się w stylistyce grozy i wystarczyłoby jedynie rozbudować poszczególne utwory, aby uzyskać naprawdę zadowalający rezultat.
Drugą grupę stanowią krótkie, mroczne historyjki oparte na znanych motywach: metamorfoza jednego z dzieci, wampir z sąsiedztwa, nawiedzony dom czy złowieszcze klowny. Nawiasem mówiąc - chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego Anglosasi tak często opisują klowny jako potwory z piekła rodem. Jakiś uraz z dzieciństwa? Opowiadania czyta się bardzo dobrze, ale powielanie starych wzorców powoduje, że brakuje w nich elementu zaskoczenia, a zakończenie jest łatwe do przewidzenia.
Najciekawiej w całym zbiorze prezentują się dwa najdłuższe teksty: „Rakotwórczy kowboj” oraz wspomniane już wyżej „Oko innego świata: Opowieść o Charliem Parkerze”. Pierwsze to historia małego, sennego miasteczka Easton, do którego przybywa tytułowy kowboj. A wraz z nim zagłada. Wystarczy dotyk jego ręki, a zdrowy człowiek w ciągu dwóch, trzech dni zaczyna chorować na raka. Mocne utwór, miejscami dość obrzydliwy, wywołuje u czytających ciarki na plecach. Szkoda tylko, ze bardzo dobre wrażenie psuje sztampowe zakończenie.

Charlie „Bird” Parker wraca. Tym razem prowadzi dochodzenie w sprawie fotografii małej dziewczynki. Brzmi banalnie, ale jeśli zdjęcie zostaje znalezione w skrzynce pocztowej należącej do martwego od lat mordercy dzieci to oznaczać to może tylko jedno - kłopoty. Głupi żart czy wyzwanie od naśladowcy? Śledztwo zaczyna zataczać coraz szersze kręgi, lista podejrzanych wydłuża się, a czasu jest coraz mniej. Znakomite opowiadanie idealnie łączące w sobie elementy kryminału i grozy. Sama zagadka nie jest łatwa do rozwiązania, a jej finał zaskakuje. Do tego sugestywny, mroczny klimat oraz wzbudzająca niepokój postać Egzekutora. Jedynym minusem, wyczuwalnym głównie dla fanów prozy Connolly 'ego, jest za małe wykorzystanie w utworze tandemu Louis-Angel. Cóż nie można mieć wszystkiego.
„Nokturny” Johna Connolly' ego nie są książka idealną. W jej skład wchodzą opowiadania bardzo dobre, przeciętne, a nawet słabe. Łatwo zauważyć, za autor pewniej czuje się w dłuższej formie – nie bez przyczyny najlepsze opowiadania są równocześnie najbardziej rozbudowane. Krótsze, chociaż niepozbawione zalet pozostawiają poczucie niedosytu. Pomimo tego „Nokturny” to rzecz warta polecenia – choćby dlatego, że na naszym rynku wciąż jest za mało tego typu pozycji.

Ocena 6/10